Relacja z „AP Expedition 2008”
Po ubiegłorocznej nieudanej próbie zdobycia najwyższego szczytu Ameryki Północnej – Denali, Michal Apollo (Moszczenica Małopolska) i Marek Żołądek (Poręba Wielka) wyruszyli w maju 2008 r. ponownie na Alaskę, w ramach wyprawy “AP Expedition 2008”. Po 20 godz. podroży przez Frankfurt i Denver wieczorem znaleźli się w Anchorage na Alasce.

Anchorage A.D. 2008, fot. Żołądek M.
Dwiema drogami na Denali
Z lotniska
odebrał nas swoim shuttlebusem Gary, którego poznaliśmy w 2007 r. podczas naszej poprzedniej wyprawy „The Throne Of The Sun Tiger Energy Expedition 2007”. Po dwóch kolejnych godzinach byliśmy juz w “bunkhausie” Talkeetna Air Taxi w Talkeetnie.

Przygotowania do wylotu do BC, Alaska, fot. Żołądek M.
Kolejne 3 dni zajęło nam załatwianie formalności oraz oczekiwanie na poprawę pogody. W siedzibie rangerow z Parku Narodowego Denali odebraliśmy zezwolenie oraz CMC – plastikowy pojemnik służący za toaletę w górach. Podczas spotkania z strażnikiem parkowym, Rogerem Robinsonem, omówiliśmy nasze górskie plany. Kilka dni później byliśmy juz na pokładzie małego samolotu lecącego do Base Camp ( 2130 m n.p.m.). Nasza mała Cesna pomieściła 4 wspinaczy, pilota oraz cały górski ekwipunek (60 kg na osobę). Trwający ok. 40 min lot zakończył się emocjonującym lądowaniem na południowo – wschodnim basenie lodowca Kahilitna pod Mt. Hunterem.

BC Denali, fot. Żołądek M.
W BC odebraliśmy opłacone wcześniej w Talkeetnie paliwo do gotowania i ruszyliśmy w drogę. Zdopingowani ładną pogodą załadowaliśmy połowę sprzętu na sanie, które każdy ze wspinaczy ciągnie za sobą i ruszyliśmy w góre lodowcem Talkeetna. Po 12 godz. marszu, mijając po drodze obóz I ( 2340 m n.p.m.) , doszliśmy do obozu II (2845 m n.p.m.). Tutaj odczuliśmy, iż jesteśmy na najzimniejszej górze świata. Taktyka prowadzona przez wspinaczy jest trochę inna niż w innych częściach świata. Wszyscy wstają ok. 9 rano i ruszają w górę o 10 – 11. Tylko etap prowadzący przez lodowiec pokonuje się zazwyczaj w nocy. Kolejne 2 dni zajmuje nam dotarcie do obozu IV, znajdującego się na 14.200 feet (4325 m n.p.m.), nazywanego popularnie „14”, gdzie zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek. Tutaj przekonaliśmy się o małej sprawdzalności prognozy pogody i o nagłych jej zamianach. Zdecydowaliśmy się na szybki atak drogą West Buttres – Zachodnią Grzędą (I przejścia dokonał zespół B. Washburna w 1951 r.), (Alaska Grade 2) z “14” na szczyt. Z obozu wyruszyliśmy o 5 rano, niestety nad “17” (camp V, 5250 m n.p.m.) rozpętała się burza śnieżna i zmuszeni byliśmy wrócić do naszego Marabuta rozłożonego w “14”. Kolejny tydzień trwało załamanie pogody. Po niewielkiej poprawie warunków zdecydowaliśmy się przenieść nasz obóz do “17”. Zabraliśmy ze sobą żywność na 5 dni, resztę zakopując w śniegu i oznaczając specjalnym markerem. Etap z “14” do “17” prowadzi najpierw na przełęcz po długich poręczówkach, a następnie eksponowaną śnieżno – skalną granią, na obszerne plateau. Po jednodniowej regeneracji wyruszyliśmy drogą WB na szczyt. Z namiotu wyruszyliśmy jako ostatnia ekipa o 12 w południe. Stosunkowo późne wyjście okazało się wyśmienitą zagrywką, ponieważ w godzinach popołudniowych osłabł huraganowy zimny wiatr, który wychłodził dużą część wspinaczy podążających tego dnia w kierunku szczytu, ubranych nawet w puchowe kombinezony. Po kilku godzinach dostaliśmy się do punktu, Kalhitna Horn, skąd czekało nas tylko pokonanie eksponowanej, pełnej nawisów śnieżnych grani. O 19 godz. 8 czerwca byliśmy na szczycie Denali ( 6194 m n.p.m.).

Michał i Marek na szczycie Denali, fot. Apollo M.
Sesja fotograficzna ograniczona została do minimum z racji bardzo niskiej temperatury panującej na wierzchołku. 0k godz. 22 Byliśmy juz w namiocie w “17”. Kolejny dzień przeznaczyliśmy na zbieranie materiałów do prowadzonych przez nas badan z dziedziny glacjologii („Lodowce górskie świata” pod kierownictwem prof. zw. dr hab. Jana Lacha (IG UP Kraków), a następnie zeszliśmy do “14”. Wejście WB potraktowaliśmy jako aklimatyzacyjne przed naszym głównym celem – szybkim wejściem droga West Rib Cut Off (Alaska Grade 4) z “14” do “14”.
.jpg)
Michał Apollo na grani West Rib, Denali, fot. Żołądek M.
Na jego realizacje musieliśmy poczekać na ustabilizowanie się pogody. Czas ten spożytkowaliśmy na górskie rozmowy przy kawie i papierosie z obozującym obok nas wspinaczem z Zuberca, Vlado Zboją. W końcu 18 czerwca zdecydowaliśmy się na atak szczytowy. Przejście 1800 metrowej drogi West Rib Cut Off na szczyt oraz zejście drogą West Butters do “14” zajęło nam 19 godz. Po tym sukcesie czekało nas juz tylko zejście do BC. Ze względów bezpieczeństwa ten etap pokonaliśmy w ciągu jednej nocy, wpisując się na listę oczekujących na samolot do Talkeetny o 5 rano. O godz. 10 juz siedzieliśmy w knajpie West Rib w Talkeetnie gdzie omawialiśmy przy piwie dalsza cześć wyprawy.
Alaska - nowe wyzwanie.
Po kilku dniach odpoczynku w domku naszej „taksówki powietrznej”, udaliśmy się na eksploracje 49 stanu USA, Alaski. Za cel początkowy postawiliśmy sobie dotarcie nad Ocean Arktyczny. Połączyliśmy siły z poznaną podczas wejścia na Denali ekipą Polaków i ruszyliśmy w daleką północ w kierunku Deadhorse. Na trasie naszej podróży znalazło się drugie, co do wielkości miasto Alaski – Fairbanks, gdzie trafiliśmy na pokazy lotnicze Armii Stanów Zjednoczonych w tym na najnowszy samolot wielozadaniowy F-22.

Pakowanie naszego trucka, Alaska, fot. Apollo M.
Ok. 140 km za Fairbanks, rozpoczęła się prawdziwa przygoda, w miejscowości Livengood, zjechaliśmy z Eliot Highway na legendarną Dalton Highway. Szutrowa droga o długości przeszło 650 km określana jest przez autorów przewodnika Lonely Planet jako jedna z największych przygód, jakie można przeżyć siedząc w samochodzie i nie ma w tym twierdzeniu przesady. Wzdłuż trasy ciągnie się rurociąg Alieska łączący port Valdez nad Zatoką Alaskańską z gigantycznymi polami roponośnymi Alaski Arktycznej, Prudhoe Bay. Zaraz po przekroczeniu największej rzeki Alaski, Jukon droga zaczyna się wznosić. Miniecie 12-sto metrowego ostańca Finger Moutain uświadomiło nam, iż znaleźliśmy się w strefie roślinności alpejskiej, a przekroczenie koła podbiegunowego tylko upewnia nas w tym przekonaniu. W Coldfoot, ostatniej osadzie ludzkiej przed naszym punktem docelowym zatankowaliśmy naszego 5,7 litrowego Forda Expedition. Teraz przed nami blisko 400 km pustkowia na którym byliśmy zdani wyłącznie na własne siły. Przecinając Góry Brooksa przez Przełęcz Atigun (1421 m n.p.m), znaleźliśmy się na nadmorskim wywłaszczeniu rozciągającej się tundry, gdzie znajduje się Deadhorse.

Powrót na niższe szerokości geograficzne, Dead Horse, Alaska, fot. Żołądek M.
Samo miasto odcięte jest od Oceanu Arktycznego przez prywatne tereny koncernów wydobywczych, w tym głównego BP (Beyond Petrolenium). By zbliżyć się do wody trzeba wykupić specjalną wycieczkę, co uczyniliśmy by sfinalizować naszą podróż, symboliczną mrożącą krew w żyłach kąpielą w wodach Morza Beauforta.
.jpg)
Kąpiel w Oceanie Arktycznym, fot arch.
W drodze powrotnej do Anchorage udało nam się zaobserwować pojedyncze łosie oraz refinery (karibu). Chłopaki wsiedli w samolot do Polski a my zamieniliśmy auto na bardziej ekonomiczne i ruszyliśmy w południowo wschodnią cześć Alaski. Na naszej trasie znalazły się powtórnie Góry Alaska Range, tym razem w ich wschodnia część, Wrangler Moutains oraz Chugach Moutains. Przeprowadziliśmy też dokładną obserwacje lodowców Matanuska Gl. oraz Worthington Gl. Swoją przygodę z Alaska zakończyliśmy w miejscowości Homer, która stanowi swoisty raj dla wędkarzy. Stad przed nami było tylko kilka godzin jazdy powrotnej do Anchorage i samolot na wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych.
East Cost
Po najwyższej górze kontynentu przyszedł czas na odpoczynek. Nasz pobyt na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych upłyną na zwiedzaniu i poznawaniu przepełnionej różnorodnością kultury kraju emigrantów. Korzystając z gościnności naszych przyjaciół odwiedziliśmy m. in. Chicago, Nowy Jork.
.jpg)
Manhattan, fot. Żołądek M.
Zwane „wietrznym miastem” Chicago położone nad jeziorem Michigan zajmuje trzecią pozycje pod względem zaludnienia w USA oraz jest największym skupiskiem polonii poza Polską. Nowy Jork, już w ubiegłym roku znalazł się na trasie naszej podróży jednak znów zdecydowaliśmy się chwilkę tu zatrzymać. Nie bez powodów miasto jest nazywane kulturalną stolica świata, zachwyca swym ogromem oraz „pędem życia”. W obu miastach znaleźliśmy się na najwyższych budynkach kontynentu, odwiedziliśmy Sears Tower oraz John Hancock Center w Chicago oraz nowojorskie Empire State Bulding oraz Rockefeller Center. Czas przeznaczony na podróżowanie po wschodniej części USA przeznaczyliśmy na dokładne poznanie stanów Pennsylvania, Cunecticut, Rhode Island, New Jersey oraz New York. Na trasie naszej wędrówki znalazły się m. in. pełna rządowych budynków, pomników stolica USA, Waszyngton, Atlantic City – odpowiednik Las Vegas na wschodnim wybrzeżu, Mohican Lake – popularna miejscowość wypoczynkowa w której większość gości stanowi amerykanska polonia, Providence – malowniczo położona stolica jednego z najmniejszych stanów należących do USA. Siły regenerowaliśmy również w należących do sieci Six Flags Great America parkach rozrywki w New Jersey oraz Illinois.
Australia
Z kalifornijskiego San Francisco przenieśliśmy się do kraju surferów, Australii. Po blisko 15 godzinach lotu przez Ocean Spokojny, przecinając Linie Zmiany Daty wylądowaliśmy w Sydney. Po odebraniu z lotniska samochodu, ruszyliśmy w kierunku Parku Narodowego Kościuszko, prowadząc oczywiście po prawej stronie. Po drodze zwiedziliśmy stolice państwa, Canberrę. Miasto to, wraz ze wszystkimi ambasadami i pomnikami, konstrukcyjnie przypomina amerykańską stolice Washington DC, którą odwiedziliśmy wcześniej. Głównym naszym celem pobytu w kraju Aborygenów była znajdująca się w paśmie Snowy Mountain Góra Kościuszki (2228 m n.p.m.), najwyższa góra kontynentu wchodząca w skład „Seven Summits”.
.jpg)
Na Gorze Kościuszki, Snowy Mountains, fot. Apollo M.
Po drogach i bezdrożach Australii przemierzyliśmy łącznie 5000 km, mijając po drodze Melbourne, Twelve Apostoles, Adelaide, Port Pirie, Broken Hil, znane z filmu „Mad Max” miasteczko Silverton oraz Blue Mountains.
.jpg)
"12 Apostołów", Victoria, Australia, fot. Żołądek M.
Powtórzyliśmy również kilkanaście dróg skałkowych w rejonie Mount Araptiles oraz Nigretta Falls. Zgodnie stwierdziliśmy iż bez wątpienia jest to świat w pigułce. Poza endemicznymi gatunkami roślin i zwierząt znajdują się tu m. in. pustynie, lasy deszczowe znane nam z Ameryki Południowej, afrykańskie sawanny, lasy mieszane przypominające nasze polskie. Bez wątpienia jest to miejsce gdzie jeszcze nie raz wrócimy.
Floryda
Na pokładzie amerykańskiego 747 znów przekroczyliśmy Linię Zmianę Daty, tym razem podróżując z półkuli wschodniej do zachodniej. Dzięki temu zyskaliśmy jeden dzień. Czekały nas dwie przesiadki, w San Francisco oraz Washingtonie. Późnym wieczorem, w święto „Indyka” dotarliśmy do NYC. Czekał tam na nas ekwipunek zimowy z Denali, który musieliśmy zapakować i zabrać do Polski. Po tygodniu odpoczynku, z ponad 100 kg bagażu na osobę znów znaleźliśmy się na lotnisku. Kilka godzin później byliśmy już w Orlando, położonego w centralnej Florydzie. Odebraliśmy samochód i ruszyliśmy do Space Center na Przylądku Canaveral.

Platforma startowa wahadłowców, Space Center, Floryda, fot. Żołądek M.
Tam wykupiliśmy wycieczkę, po obiektach należących do NASA, zwiedziliśmy m.in. wyrzutnie wahadłowców, budynek kontroli lotów, historyczne pojazdy biorące udział w ekspansji Księżyca. Następnie wzdłuż wybrzeża Oceanu Atlantyckiego ruszyliśmy do Miami oraz na połączone licznymi mostami wyspy znajdujące się w archipelagu Floryda Keys. Blisko 160 km trasa kończy się na Key West, gdzie znajduje się najbardziej na południe wysunięty punkt kontynentalnej części USA. Kolejnym przystankiem na naszej trasie były położone na bagnach Park Narodowy Everglades oraz Rezerwat Big Cypress, które są domem jednej z największych na świecie populacji aligatorów. W południe dotarliśmy na lotnisko w Orlando, gdzie oddaliśmy samochód i nadaliśmy bagaże. Po kilkunastu godzinach lotu przez Frankfurt, po 7 miesiącach spędzonych poza granicami Polski, wylądowaliśmy w Krakowie, kończąc „AP Expedition 2008”
Michał Apollo, Marek Żołądek, www.MasalaPeak.com
(Grupa Testowa Marabuta, Tatra Trade Zakopane)
Sponsorzy:
Akademia Pedagogiczna w Krakowie, Gmina Moszczenica Małopolska, Gmina Niedźwiedź, Kantor-Krosno.pl, Sklep Green.Shop.pl, Duo Zakopane, Tatra Trade Zakopane, Austria Alpin, Marabut, Społem Zakopane, Extreme Sport, Samorząd Doktorantów AP Kraków, Samorząd Studentów AP Kraków, Dana Air Travel, D&S Consulting Company.
Patronat Honorowy:
Rektor Akademii Pedagogicznej w Krakowie, Dziekan Wydzialu Geograficzno – Biologicznego, KW Warszawa, COS Zakopane, PTG, SKNG AP Kraków.
Patroni Medialni:
Magazyn Górski “GORY”, radio “Roxy”, Dziennik Polski, TVP Kraków, Kwartalnik TPN Tatry, Tygodnik Podhalański, turnia.pl, onet.pl, trekandmore.pl, climbandmore.com, goryonline.com
Podziękowania:
Za opiekę merytoryczną nad naszymi badaniami serdecznie dziękujemy prof. Janowi Lachowi z Instytutu Geografii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.
Za niezawodną pomoc na trasie naszej wyprawy dziękujemy Jolancie, Andrzejowi oraz Pawłowi z NYC, Teresie & Łukaszowi z Chicago oraz dla Sonii i Łukasza z Florydy.
Michał Apollo (ur. 1981)
Absolwent geografii Akademii Pedagogicznej w Krakowie, członek honorowy Koła Naukowego Geografów, Klubu Wysokogórskiego Warszawa oraz Polskiego Towarzystwa Geograficznego. Miłośnik wyjazdów wspinaczkowo – trekkingowych w różne rejony świata, wliczając Himalaje, Andy (Aconcagua, Patagonia), góry Alaski (Denali), Afryki (Kilimandżaro), Australii, USA, Góry Skaliste (Kanada) oraz Ziemię Ognistą. Zapalony podróżnik, pasjonat gór, fotografii, autor licznych artykułów i prelekcji. Uprawia wspinaczkę skalną, pokonał wiele trudnych dróg wspinaczkowych od Tatr, przez Matterhorn, po Mont Blanc. Wspiął się na kilka 4-tysięczników w Alpach. Organizator wypraw w różne góry świata. Zdobywca dziewiczego szczytu Himalajach – Masala Peak 5650 m n.p.m., – za który został nominowany do prestiżowej nagrody środowiska wspinaczkowego "Jedynka".
Marek Żołądek (ur. 1982)
Absolwent geografii Akademii Pedagogicznej w Krakowie, członek honorowy Koła Naukowego geografów, Klubu Wysokogórskiego Warszawa, Polskiego Towarzystwa Geograficznego, organizator wyjazdów wspinaczkowo – trekkingowych m. in. w Himalaje, Andy(Aconcagua, Patagonia), góry Alaski (Denali), Afryki, Australii, USA, Góry Skaliste (Kanada) oraz na Ziemię Ognistą. Na koncie ma liczne drogi wspinaczkowe w Tatrach i Alpach. Zdobywca kilku alpejskich 4-tysięczników. Wspinał się w skałach i górach, latem i zimą, uprawia także wspinaczkę lodową i dry – tooling. Inne pasje to rower i snowboard. Zdobywca dziewiczego szczytu w Himalajach – Masala Peak 5650 m n.p.m., – za który został nominowany do prestiżowej nagrody środowiska wspinaczkowego "Jedynka". Autor licznych prelekcji oraz artykułów o tematyce podróżniczo – górskiej.