zaloguj automatycznie
 Login
 Hasło
Rejestracja
Zapomniałem hasła
Aktualności  |  Sklep górski  |  Antykwariat  |  Forum  |  fotoForum  |  Ogłoszenia  |  Góry  |  Galerie  |  Wyprawy  |  Ekipa  |  Konto
Noclegi | Kuchnia | Narty i deska | Organizacje | Szkoły Wspinaczkowe | Wiedza praktyczna | Ranking fotografii | Ekspedycje | Wydarzenia
    szukaj » | zaawansowane »
Góry, Wspinanie,
Turystyka
pomóż utrzymać stronę KLIKNIJ
Ogłoszenia Nieruchomości Samochody - pasaż Handlowy KUPUJESZ.pl
Materiały budowlane Warszawa
http://www.turnia.pl -> Ekipa -> Wyprawy

Long trekking in Karpatia Ukraine 2006


2006-09-20 23:19:20
Jeden z moich ulubionych ...

OPIS WYJAZDU W DWIE OSOBY W KARPATY UKRAIŃSKIE W terminie 1 - 12 września.

Do wyjazdu szykowaliśmy się w cztery osoby, ale jak to zwykle bywa im bliżej wyjazdu tym bardziej niepewny jest wyjazd z innymi osobami i tak na 3 tygodnie przed podróżą zostaliśmy z moja dziewczyną Asia sami na polu walki. W sumie kondycyjnie byliśmy przygotowani dosyć dobrze (wiedzieliśmy juz na wstepie ,że czekają nas dłuższe przebiezki), a równiez sprzętowo nic nam nie brakowało. Jak zawsze na wyjazd potrzebna jest oczywiście waluta danego kraju więc swoje kroki musiałem skierować do kantoru i poprosić o dośc sporą sumę hrywien (waluta Ukrainy). Dodatkowo sprawdzenie czy wszystko jest w porządku z paszportami, czy sprzęt nie ma jakiś braków i zostało nam tylko odliczać dni do wyjazdu.

W pierwszym dniu musieliśmy pokonać w sumie ok. 600 km drogą kolejową i potem autobusem. W Katowicach pociąg mieliśmy o godz. 6.50 w kierunku Przemyśla ok. 350 km, a następnie z Przemyśla musieliśmy się wydostać autobusem do Iwano-Frankowska ok. 250 km od granicy z Polską  Podróż nam mijała nawet sprawnie i nie nudziliśmy sie jak na ponad 5-cio godzinna jazde pociągiem, a potem 4-ro godzinną autobusem.

W Iwano-Frankowsku od razu do nas doskoczyli taksówkarze i pytali gdzie podwieźć. My chcieliśmy sie dostać do Osmolody żeby stamtąd wyruszyć juz w góry na długa marszrutę.Powiedzieli nam ,że za 30 dolców możemy od razu jechać bo juz nie ma przewozu w tamtą stronę. Byli bardzo natarczywi i musieliśmy im tłumaczyć, że mamy ze sobą tylko 50 hrywien i ani hrywnę więcej. Po upojnej nocy spedzonej na dworcu kolejowym w Iw-Frank., która trwała chyba wieczność i w czasie której non stop przeszkadzała nam milicja chcieliśmy juz znaleźć sie w dzikich terenach Gorganów. Mieliśmy okazje spać razem z pijaczkami i bezdomnymi - było super.

Na następny dzień ruszyliśmy busem w kierunku Osmolody i tam juz po 1,5 godz. jazdy mozna było zarzucić plecak i zacząc marsz w sobie tylko znanym lub nieznanym kierunku. Po drodze zachaczyliśmy o dom Wiktora żeby się spytać o poczatkowa drogę w celu szybszego znalezienia szlaku lub ścieżki. Pokierował nas ojciec Wiktora i postanowiliśmy jeszcze podejśc choć kawałek w góry z możliwością rozbicia namiotu na biwakowanie. Niestety po sporym fragmencie ścieżki zgubilismy ją tak samo jak ja znależlismy. Wchodząc na omyłkowy szczyt walczyliśmy z kosówka i haszczami , które wciskały sie dosłownie wszędzie. Jak sie potem okazało wieczorem zdobyliśmy inny szczyt niz przewidywaliśmy. Noc zbliżała sie bardzo szybko i musieliśmy szukać kawałka terenu na nocleg.

Z rana zobaczyliśmy na mapie ,że jest to szczyt KoNIA gROFICKIEGO, a nie jak przypuszczaliśmy Grofy. Po szybkim śniadanku zebraliśmy nasz szpej i w drogę w poszukiwaniu odpowiedniej dla nas drogi.Po kilku chwilach trafiliśmy na połoninę , a za nia chatka , w której mieliśmy spędzić uroczą noc. Chatka sama w sobie zajebiście wyposazona i jak sie póżniej okazało wszystkie takie chatki są super wyposażone i zadbane (prycze, stół, piecyk, dach cały, okna z folii), niedaleko chatki znależliśmy troche wody - źródełko i mieliśmy gwarancję ok. 5 litrów wody na następne 2 dni drogi, wiedząc ,że z woda jest bardzo krucho w Gorganach. Po oględzianch chatki (zobacz galerię) ruszyliśmy w kierunku Grofy.

Podejście na Grofę było masakryczne - ocean kosówki, haszcze, ścieżka wytyczona prosto do góry bez zakosów - masakra !!!!!!!! Po ponad 2 gozinah podejścia zdobyliśmy w końcu GROFĘ (1740 m. n.p.m.) i zarządziliśmy odpoczynek. Na szcycie przejrzeliśmy mapę żeby zobaczyć w którą stronę iść i który wierzchołek czeka nastepny w kolejce.Widoki z tych niewysokich szczytów sa , jak dla mnie, przepiekne. Po walce z kosówką i hektarami haszczy, jerzyn, jagód zrobiliśmy przemarsz w kierunku kolejnego na naszej drodze szczytu PARIENKU (1736 m. n.p.m.), na który dotarliśmy po ok. 2 godzinach. Pierwszy raz praktycznie spotkałem sie z tak długimi przebiegami pomiędzy jednym, a drugim wierzchołkiem (w myślach wychodził całkiem inny przelicznik czasowy).

"KOMU W DROGĘ ..." temu pora się zbierać z ciężkim jak cholera plecakiem i pokonywać kolejne metry, kilometry szlaków w górach. Naszym kolejnym celem miał być, według mapy, sczyt Mała Popadia, a nastepnie Popadia. Po drodze na te wierzchołki mijalismy połoniny, na których można spokojnie biwakować (super zaciszne , tylko problem z wodą), az w końcu dotarliśmy na MAŁĄ POPADIE (1597 m. n.p.m.). I w tym momencie zaczęliśmy szukać słupków granicznych, zeby potem iść wzdłuż nich całą trasę.Niestety nie mieliśmy zbyt długo szczęsliwych chwil ze względu na zgubienie tychże słupków w "oceanie" kosówki. Widzieliśmy natomiast wyciętą w kosówie ścieżkę do nastepnego szczytu i postanowiliśmy tam iść.

Do kolekcji doszedł nam kolejny szczyt , tym razem , POPADIA (1740 m. n.p.m.), na ktorym odnależliśmy słupki graniczne.Dzionek zbliżał się ku końcowi i trzba było rozłożyc plandeke zwaną namiotem i rozprostować troche kości. W nocy dzewczyna nie dała mi spać twierdząc,że słyszy jakieś tam potwory i nocka była zgłlowy. Tym razem spaliśmy w namiocie i nie było w pobliżu żadnej chatki, ale z rana mieliśmy większy problem poniewaz zgubiliśmy słupki graniczne i tzreba było zmienić trasę. Sierowalismy sie na Pietrosa i dalej w kierunku na Sywulę. Po drodze weszliśmy na KORIETEJNĄ (1670 m. n.p.m.) i przeszliśmy też PIETROSA (1702 m. n.p.m.), na którym postanowiliśmy rozejrzec sie w sytuacji - co, gdzie, jak, ile ...

Tutaj zaczęły sie niezłe ścieżki i w trakcie drogi zejściowej szliśmy po głębokich mchach, zajebiście wysokiej niezbyt dokładnie ściętej kosówce oraz po kamieniach , co wszystko do kupy , nie jest zbyt przyjemnym przy kilkugodzinnym zejściu. Na dno doliny doszliśmy po ponad 2 godzinach, a dnem doliny chyba drugie tyle, ale w pełni krzaków i gęsto porosniętych drzew , a także jerzyn. W pewnym momencie napotkalismy grupkę ludzi-turystów, którzy , jak się później okazało, szli ta samą trasą przed nami. Podeszliśmy i postanowiliśmy zagadnać do nich żeby sie dowiedzieć o dalszą drogęw kierunku Sywuli. Przysiedlismy sie i zaczęlismy rozmowy (polsko-ukraińsko-rosyjskie), a oni nas poczęstowali ryżem z mięsem i ostrymi przyprawami- PYCHA. W końcu musieliśmy sie sobie przedstawić i mieliśmy przyjemność siedzieć z OLgą, Maximem, Aleksiejem, którzy pochodza z Kijowa. Pomogli nam wybrac trase i pokierowali nas , któredy iść.Na koniec wymieniliśmy się e-mailami. Po ponad 2-godzinnych posiadach zebraliśmy sie i poszliśmy w swoją stronę. 

Czekała nas jeszcze spora droga do zaplanowanego noclegu w domku (chatce), a noc zblizała sie wielkimi krokami. Po dłuższej wędrówce zaczęliśmy sie niepokoić i poszliśmy do leśniczówki spytac o dalsza drogę. Leśniczy był tak dobry i zabral nas swoją taksówką parę kilometrów w głąb doliny. Niestety nie pomógł nam zbytnio w znalezieniu szlaku i tu straciliśmy cenne 1,5 godziny na poszukiwaniach i wyjściu w górne piętra doliny. Zaczęliśmy grzebać sie w haszczach, jerzynach, po zwalonych drzewach, a nastepnie , co nam sie jeszcze bardziej nie spodobało, po kamieniach i kosówce. Po 1,5 -godzinnym maratonie w głuszy zacząłem opadać powoli z sił i postanowiliśmy szukać chociażby kawałek prostego, równego terenu pod namiot. Noc zapowiadała się niepewna bo zerwał się wiatr  i to powodowało mysli o nadchodzącym deszczu. Ale nie taki diabeł straszny, noc przeszła nam spokojnie oprócz narzekań dziewczyny, ktora wcześniej przed wyjazdem nasłuchała się o watahach wilków "odwiedzających" namioty i inne przybytki ze względu na zapach jedzenia (spora ilość ludzi nam pisała żebyśmy chowali jedzenie możliwie jak najgłębiej albo jak najwyżej). Po nocy na pól nieprzespanej pobudka i zbieranie rozgardiaszu do plecaków. Wyruszamy i po ok. 1 godzinie marszu natrafiamy na kolejną chatkę , w ktorej to właśnie mieliśmy spać . Po zbliżeniu się do chatki widać od razu częsty pobyt turystów , a w szczególności Polaków (jednorazówki z biedronki, alberta i inne) - Kurde nawet tutaj musi być widać ślady Polaków . Po krótkim uprzatnięciu tego miejsca wyruszamy dalej, mimo tego ,że plecak coraz bardziej sie wrzyna w ramiona.  

Strona nie posiada jeszcze komentarzy, Twój może być pierwszy

Zaloguj się, aby dodać nową wiadomość.
  zaloguj automatycznie
 Login
 Hasło
Rejestracja
Zapomniałem hasła

Połączenie z górami :
Zarejestrowany
08-08-2005
Zobacz inne strony autora : Marek Cielniaszek
Zobacz inne strony autora : Marek Cielniaszek łysy Zobacz inne strony autora : Marek Cielniaszek Zobacz inne strony autora : Marek Cielniaszek

Dołączona galeria :

Długi trek w górach Ukrainy 2006
1 Soczysta zieleń Karpat. Soczysta zieleń Karpat. Rank.: 1
Klikn.: 912
Opin.: 0
2 Przybyliśmy do Iwano-Frankowska Przybyliśmy do Iwano-Frankowska Rank.: 1
Klikn.: 863
Opin.: 0
3 Czekamy na połączenie do Gorganów (miejscowośc Osmoloda) Czekamy na połączenie do Gorganów (miejscowośc Osmoloda) Rank.: 1
Klikn.: 894
Opin.: 0
4 A to już Osmoloda po 13-godzinnej podróży z Polski. A to już Osmoloda po 13-godzinnej podróży z Polski. Rank.: 1
Klikn.: 1029
Opin.: 0
5 Ojciec Wiktora instruuje nas jak mamy sie poruszać po Gorganach Ojciec Wiktora instruuje nas jak mamy sie poruszać po Gorganach Rank.: 1
Klikn.: 952
Opin.: 0
6 Pozostałości starej nieczynnej już kolejki mocno rozbudowanej w Gorganach (widoczne sa tylko fragmenty) Pozostałości starej nieczynnej już kolejki mocno rozbudowanej w Gorganach (widoczne sa tylko fragmenty) Rank.: 1
Klikn.: 861
Opin.: 0
7 Bardzo kiepskie oznakowanie, albo raczej jego brak, na szlakach. Bardzo kiepskie oznakowanie, albo raczej jego brak, na szlakach. Rank.: 1
Klikn.: 866
Opin.: 0
8 Podejście w dziczy na Konia Grofickiego (w tle Mały Kanusiak) Podejście w dziczy na Konia Grofickiego (w tle Mały Kanusiak) Rank.: 1
Klikn.: 877
Opin.: 0

więcej fotografi





Google
 
Web www.turnia.pl

Strony Autora
Nieformalna grupa sportów górskich "...
"P2012"
Rowerowy tur cz.I ... szlakiem Zamonitu ...
Górskie zimowanie.
Zima... zimowe ...zimowo.
MVNFTMExpedicia2008.
Malovelkonisko fatranskotatranska magist...
Dolomity- sezon 2001 i 2002
Dolomity - sezon 2001 i 2002
Listopadowy początek turów w Beskidach.
więcej
Rejestracja | Klub | Galerie | Wyprawy | Antykwariat górski | Noclegi | Kuchnia | Narty i deska | Organizacje | Linki | O nas | Kontakt
Online: 1; zalogowanych: 0   © 2005-09 www.turnia.pl - Góry, wspinaczka, przygoda