zaloguj automatycznie
 Login
 Hasło
Rejestracja
Zapomniałem hasła
Aktualności  |  Sklep górski  |  Antykwariat  |  Forum  |  fotoForum  |  Ogłoszenia  |  Góry  |  Galerie  |  Wyprawy  |  Ekipa  |  Konto
Noclegi | Kuchnia | Narty i deska | Organizacje | Szkoły Wspinaczkowe | Wiedza praktyczna | Ranking fotografii | Ekspedycje | Wydarzenia
    szukaj » | zaawansowane »
Góry, Wspinanie,
Turystyka
pomóż utrzymać stronę KLIKNIJ
Ogłoszenia Nieruchomości Samochody - pasaż Handlowy KUPUJESZ.pl
Materiały budowlane Warszawa
Polecamy
13 Warszawski Przegląd Filmów Górskich
14. Krakowski Festiwal Górski 2-4 grudnia
Zapraszamy na pokaz slajdów "Kamczatka" ...
Sklep górski
Silva Czołówka Siju Cube Silva ( 37311-2)

Najmniejsza czołówka Silvy. Teraz możesz mieć światło zawsze przy sobie. Kompaktowe rozmiary pozwalają nosić ją ze sobą w kieszeni, torbie, plecaku czy trzymać w samochodowym schowku - nigdy nie wiadomo, kiedy potrzebne będzie dodatkowe źródło świat

Cena: 59.70 PLN
Vango Plecak Trail 35 Vango (trail35va)

Plecak Trail 35 Waga:0.66 kg Pojemność:25 l Materiał: Excel 600 denier Polyester Plecy wykonane w systemie AirForce optymalne chłodzenie i wentylacja Regulowane szelki z siatką Odpinany pas biodrowy Pojemne kieszenie boczne zapinane na zamek

Cena: 127.00 PLN
Martes Sport KURTKA PRZEJŚCIOWA JUMPER MARTES (jumper)

męska kurtka M-Proof 5000 regulowany kaptur dwie kieszenie główne mankiety regulowane rzepami klejone szwy wentylacja pod pachami materiał: 100% nylon taslan

Cena: 129.90 PLN
Silva Czołówka Siju Silva (37244-1)

Nowa czołówka Siju wyposażona w dwie jasne diody LED w innowacyjnej obudowie. System przechowywania Cocoon zintegrowany z opaską czołówki pozwala na zwinięcie całej czołówki w poręczny pakuneczek. Dostępna w różnych kolorach.

Cena: 59.00 PLN
Kamizelka Hi-Tec Hanty męska (hanty)

Kamizelka polarowa Hi-Tec Hanty zapewnia takie rozwiązania, które są praktyczne i wszechstronne. Kieszenie zawarte w tym modelu zapewniają funkcjonalność, dzięki czemu użytkownik będzie lepiej przystosowany w różnych przypadkach.

Cena: 60.00 PLN
Antykwariat Górski
POSTOJNSKA JAMA - Adelsberger Grotte. ...
WASIAK Andrzej, Działalność Kazimierza ...
MARCINIEC Leszek, Sanatorium nad Maska ...
GRASS Günter, Historie. Przełożył Wawr ...
JAN Paweł II, Odwagi! Ja jestem, nie b ...
POLSKA. Polonia. Przegląd Turystyczny ...
KUŚNIEWICZ Andrzej, Lekcja martwego ję ...
http://www.turnia.pl -> Ekipa -> Wyprawy

Mont Blanc lipiec 2005


2005-06-17 21:27:07

Piotr Wasilewski, Lublin

 

Jest nas 7 osób. Jesteśmy z Lublina i z Warszawy. Jedni uwielbiają spokojny Beskid Niski, inni kochają dzikie Karpaty Wschodnie albo wysokie Tatry. Teraz spróbujemy zdobyć Mont Blanc.

Wyjazd planujemy na 7 lipca (czwartek wieczorem) a powrót na 17 lipca (niedziela). Do tego czasu będę dopisywał tutaj informacje o tym, jak idą nam przygotowania do tej wyprawy.

WSTĘP

najpierw moze jednak o tym skąd wziela sie idea wyjazdu i kto bierze udzial.

Wydaje mi sie ze w sumie zdecydowanie pomysl byl moj:) Od dziecinstwa ogladalem w domu albumy o Himalajach. Przeczytalem "Na szczytach świata" a na pewno wpłynęł na mnie bardzo fakt iz moj ojciec byl w Himalajach. Moze nie wspinal sie ale na wysokosci ponad 5000 metrów npm stanal. W ogole to moj ojciec strasznie duzo jezdzil kiedys autostopem. Zwlaszcza po Polsce. Od swych czasow studenckich dzialal w PTTK, chodzil na rajdy piesze nizinne i gorskie i wraz z mamą mnie od maleńkości mej do turystyki zaprawiał. Milosc do ziemi ojczystej i poznawania jej we mnie zaszczepial, m.in. poprzez noszenie mnie na moich pierwszych rajdach, gdy juz wymiekalem "na barana".  A pozniej to zaowocowalo. Od poczatku studiow zaczalem juz sam jezdzic duzo autostopem (m.in. do skandynawii, przez dwa półwyspy (bałkański i apeniński z przeprawą grecja-włochy), chodzic po gorach (m.in. Rumunia, Macedonia,Ukraina a Gorgany i Beskid Niski w sposob szczegolny pokochalem). I tak jest do dzisiaj.

to moze tyle o sobie bo przeciez nie sam jade. 

W wyprawie weźmie udział 7 osób. Marek Malinowski i jego narzeczona Inga Skorupska (jedyna kobieta biorąca udział w naszej wyprawie). Są z Lublina ale mieszkają w Warszawie gdzie pracują. Wiele razy chodziliśmy po górach Polski i Ukrainy. Następnie jedzie mój brat - Janek (student). Kolejna osoba to Jakub Pawlikowski - świetnie zapowiadający się lekarz -swiezy absolwent lubelskiej Akademii Medycznej. I wreszcie dwie osoby z Warszawy - Arek Wiatrowski - absolwent Wydziału Elektrycznego Politechniki Warszawskiej (pracuje w energetyce) oraz jego kumpel którego niedawno poznałem w Polanach Surowicznych w Beskidzie Niskim i o którym wiem ze duzo podrózuje. W lutym byl w Patagonii.

Gdy zrobimy jakies wspolne zdjecie to na pewno sie tu znajdzie.

 

P L A N      W E J Ś C I A 

Samochody pozostawimy w Les Houches (pod lasem, ok. 1100 m) i stamtąd będziemy piąć się w górę.

Pierwszego dnia zamierzamy osiągnąć wysokość 2760 m i zanocować w Baraque forestiere. Drugi dzien chcemy zakończyć noclegiem w namiocie na wysokości ok. 3860 m. (powyzej Ref. de l'Aig du Gouter 3817m).  Trzeci dzien wykorzystamy na aklimatyzację. Czwartego dnia mamy nadzieje ze osiagniemy szczyt Mont Blanc 4807 m. Nad rozlozeniem drogi powrotnej jeszcze myslimy (czy uda nam sie dotrzec ze szczytu do Baraque forestiere? a moze do Ref. Tete Rousse 3167 m).

plan wejścia w miare zdobywania informacji od znajomych i wlasnych przemyslen moze sie zmieniac (np zdobycie szczytu juz trzeciego dnia)

PRZYGOTOWANIA

Ten rozdział będzie edytowany codziennie a zakończy się zapewne w dniu wyprawy.

Generalnie jedziemy dwoma samochodami. Przez Czechy, Austrię i Szwajcarię do Francji - do Chamonix. Omijamy Niemcy ze względu na bardzo prawdopodobne (na pewno częste) duze korki pod Monachium.

czwartek 23.06.2005  - 15 dni do wyjazdu

Pierwsza wiadomosc (z wczorajszego wieczoru) to taka ze kumpel Arka z Warszawy nie moze jechac. Wiec chyba pojedzie 6 osob.

Teraz dobra wiadomosc: wczoraj , w srode, po szybkiej konsultacji telefonicznej na linii Lublin-Warszawa-Lublin Kuba zamowil 6 par rakow. W Lublinie ceny rakow zaczynaja sie od 200zł ale przy wiekszym zamowieniu wyjdzie taniej (nie wiemy jeszcze ile). Inne rzeczy typu: uprzeze, czekany, kijki,kaski bedziemy starali sie od kogos pozyczyc. 2 osoby chca kijki - jutro zapytam o ceny i napisze tutaj. Dowiem sie tez o ceny najtanszych czekanow. Czy kask rowerowy moze byc? - tez zapytam. Co do uprzezy to idac najlatwiejsza droga nie sa potrzebne ale my wolimy miec asekuracje. Na Mont Blanc zginely przeciez tysiace ludzi (dane mowia nawet o 8000 ofiar). Kumpel mowil mi, ze gdy rak mu sie wypial idac ostro pod gore juz wysoko na pokrytym sniegiem lodowcu to niezle sie wystraszyl. Czego jeszcze mozna sie bac? Przede wszystkim zimna i odmrozen. O tym mowia wszyscy ktorzy byli. W nocy temperatura wysoko spada do -10 stopni i wiecej. Na wierzcholku w dzien tez jest mroz. Odmrozenia - palce u stop, gdy but przemoknie od sniegu. Kumpel juz rozcieral palce i mial stresa. Jeszcze inna sprawa to oparzenia - trzeba bedzie wziac filtr do posmarowania twarzy.I to mocny, 30 powinna wystarczyć choć słyszałem głosy o 60.

Piątek 24 czerwca 2005. 14 dni do wyjazdu.

W imieniu całej ekipy dziękuję za pomoc, wskazowki i współpracę członkom i sympatykom działającego przy warszawskiej PL Klubu Turystycznego Elektryków "Styki" (klub ten opiekuje się chatką studencką w Polanach Surowicznych w Beskidzie Niskim). Dzięki nim mamy juz m.in. osobę chętną do przekazywania nam aktualnych informacji o pogodzie. Natomiast Maciek, od niedawna sympatyk Styków (po weekendzie spędzonym w chatce na Polanach), zgodził się udostępnić nam telefon komórkowy z aparatem fotograficznym dzięki czemu będziecie mogli juz w trakcie naszej wyprawy ogladac zdjecia wykonane przez nas podczas wspinaczki na Białą Górę.

Byłem rano na chwilę na mieście: Kijki trekingowe w Lublinie od 59 zł , sensowne 99, górna granica ponad 200zł. Pytalem tez o jakies dobre rekawiczki ale powiedziano mi ze o tej porze roku maja tylko rowerowe. Arek zdaje sie ze kupi spodnie gore-tex z demobilu na allegro,ja chyba kupie w sklepie cos prostego (ortalion - 29zł,  z membraną ok 80zł). Mój budzet na wyprawe wynosi max 700zł i tego chciałbym sie trzymac!

Koszty wyprawy: 3000 km x 30zł/100km = 900zł całość: 3 osoby w aucie = 300zł na osobe za paliwo + winietki (max 100zł/osoba). Potem jedzenie (pewnie ze 100zł). No i sprzet, czyli to, czego nie uda sie pozyczyc a trzeba bedzie kupic. Na pewno raki = ok 200zł.

Jutro wieczorem część ekipy: Inga, Marek, mój brat i ja spotka sie z Mariuszem Tomasiakiem (członek klubu turnia.pl), który w 2002 roku zdobył Mont Blanc.

sobota 25.06.2005

spotkanie z Mariuszem przełozyliśmy za jego zgodą na jutro. Za to po południu niespodziewanie zadzwonił do mnie Irek Wach, kumpel z którym kiedyś byliśmy w Rumunii (m.in. Bukowina i Retezat). Potem jeździł on do Mongolii i Kirgizji a co najwazniejsze rok temu wspinal sie na Elbrus. Irek do stycznia siedzi w koszarach wojskowych gdzieś na Mazurach ale raz w miesiacu bywa na weekend w Lublinie. Spotkałem się z nim więc. Najbardziej widocznym efektem spotkania jest reklamówka od Irka a w niej: kijki, uprzaz i stoptuty! A w mojej głowie rady Irka, m.in.: jak najdluzsza aklimatyzacja na 3800-4000 i koniecznie fachowe okulary! Myslalem ze te ktore nosze na codzien (za 20zł) zamienie na jakies zdrowsze za 50zł z filtrem UV ale jednak to nie wytarczy. Trzeba bedzie wydać stówę :( 

Ciekawe jak zbieranie sprzetu idzie pozostalym z ekipy. Zasada jest prosta: kazdy orze jak morze.

niedziela 26.06.2005 11 dni do wyjazdu

po poludniu jade do Lubartowa do Mariusza. Jedziemy z bratem - Jankiem, dla którego z powodu sesji egzaminacyjnej  temat wyprawy był bardzo odległy. Ale po napisaniu wczoraj ostatniego egzaminu nagle bardzo zywo zaczal interesowac sie wyjazdem. Przeciez on tez ma jechac! 

Mariusza zapytałem o to, co sądzi na temat wejscia z czterema noclegami, w tym trzecim na 3800 a czwartym w Vallocie na 4300. Stwierdzil ze to doskonaly pomysl. "A czy tam nie bedzie tłoczno?" - spytałem. "Nie, co ty, prawie nikt nie odwaza sie nocowac tak wysoko". -"W takim razie tam zanocujemy" :)))  Mariusz pozyczyl mi tez swoj czekan.

Poniedziałek 27.06.2005 10 dni do wyjazdu

Dzis wybralem sie na przejazdzke do Kielc. Pogoda byla piekna.  Wracajac, w ramach przygotowań kondycyjnych do wyprawy zdobyłem górę Św. Krzyz, która wznosi się na ponad 500m nad poziom morza. Dwukilometrowe podejscie pod gore ale raczej bez wiekszych trudnosci technicznych, zwlaszcza w sezonie letnim. Czasem tylko zdarzaja sie jakies nierownosci albo niewielkie dziury w asfalcie. Jak sie okazalo, na szczyt moglem tez dotrzec PKS-em. Koncowy przystanek usytuowany jest tuz obok klasztoru. Jednak zdobycie gory po okolo polgodzinnym podejsciu na wlasnych nogach dalo mi ogromna satysfakcję. Z wierzcholka (jest zasieg!!!) wyslalem kilka  sms-ow do ekipy. Niech wiedzą ze trenuję! :))

Wtorek 28.06.2005 9 dni do wyjazdu

Do Arka z Warszawy przyszły spodnie z gore-texu (z demobilu) które zamówił na allegro w zeszłym tygodniu. Naoczny świadek mówi o "pokrwawionym od lewej strony materiale na kolanach. Pewnie ktoś tam nogę stracił" :)

Juz tylko 9 dni do wyjazdu. Zapaleńcy coraz bardziej to odczuwają: "Arek tak się podjarał tymi spodniami, ze az sie zaczął ślinić." Zobaczymy co bedzie na 3800 :)

Cytat dnia: "Śmiesznie się wygląda w pracy w moro pod krawatem" (Arkadiusz W., I poł. XXI wieku). 

Dziś tez dowiadywalem sie wstepnie w sprawie ubezpieczenia ekipy. Jutro lub pojutrze bede wiedzial jak to wyglada cenowo to napisze. Mielismy dzis z Jakubem odbierac pozostale 4 pary rakow dla ekipy ale mają być jutro. Jutro po poludniu pojade do Warszawy gdzie odbędzie się wieczorek zapoznawczo-integracyjny warszawskiej czesci ekipy (Marek i Inga nie znają jeszcze Arka i nawzajem). Przekaze im raki aby kazdy mógł spokojnie oswoić sie z własnym sprzętem i dopasować zawczasu do swoich butów.

Pod znakiem zapytania stoi udział Marka w wyprawie. Mogą nie puścić go w pracy. Natomiast osobą chętną do wzięcia udziału w wyprawie jest mieszkający od roku w Londynie [Londyn?Nie ma takiego miasta Londyn.Jest tylko Lądek Zdrój:) ] Bycio. Dowiedział się, ze autobus z Londynu do Chamonix w obie strony kosztuje 96 funtów.

 Ciekawe jak wygladać będzie ostateczny kształt ekipy.

Środa, 29.06.2005

W nocy dzwonił do mnie Łukasz Węgier z Warszawy. Niedawno napomknąłem mu o wyjeździe i pytałem czy moze nie chciałby dołączyć. No i wczoraj stwierdził ze jedzie. A przed chwilą odebrałem dobre wieści z Lądka Zdroju: Bycio dostał urlop w pracy więc szanse na to ze pojedzie znacząco wzrosły.

Odebraliśmy z Jakubem 4 pary raków dla reszty ekipy a ja kupiłem okulary Julbo. Po rozmowach zapłaciliśmy za wszystko 790 zł :) Powiem tylko ze normalnie cena  jednej pary raków wynosiła 209 zł.

Po 15 jadę do Warszawy. Spotkam sie z ekipą, przedyskutujemy sprawę drogi do Chamonix (przez Niemcy byloby jednak duzo blizej) i razem przestudiujemy mapę masywu Mont Blanc.

Czwartek, 30.06.2005 7 dni do wyjazdu

Dziś po południu (godzinę temu, o 16) wróciłem z Warszawy. Było ciekawie: wczoraj najpierw piwo z Łukaszem w fajnej knajpce na Nowym Świecie. Potem impreza u Arka na Nowym Bemowie. Wreszcie nocleg u Ingi i Marka (który ciągle nie wie czy będzie mógł pojechać). A dziś rano kawa i śniadanie u Julka i oglądanie jego zdjęć z Mont Blanc (a Julek, który wspinal sie juz w Iranie, w połowie lipca jedzie w Karakorum).

Julek pozyczyl mi uprzaz i opowiedzial o 5 minutach podczas wspinaczki na Mont Blanc, kiedy jej uzyl. Było to na ok.4500metrów - długa na kilka metrów szczelina w poprzek ściezki. Nie było mozliwosci obejścia jej. Szeroka na ponad pół metra. Trzeba było pokonać ją wykonaniem długiego kroku. W tym miejscu właśnie jego ekipa związała się linami. Gdyby przy przechodzeniu szczeliny jej krawędź się oberwała byłoby nieciekawie.

Tak więc wszyscy koniecznie musimy mieć uprzęze i linę. Nawet jeśli mamy uzywac jej tylko 5 minut...

Jeśli chodzi o trasę przejazdu to zdecydowanie wygrała opcja przejazdu przez Niemcy. Julek natomiast zasugerował, ze mozemy tez (tak jak i jego ekipa) jechać na Norymbergę i Freiburg i w ten sposób ominąć Szwajcarię, przekraczając w Mulhouse granicę niemiecko-francuską. Jest kilka argumentów: na Szwajcarię trzeba kupić winietę (podobno drogą), poza tym trzeba byłoby przejść dwa razy kontrolę graniczną (tu tez Szwajcarzy są drobiazgowi), a potem często jechać 50km/h (tamtejsza policja jest bardzo rygorystyczna). Wreszcie, biorąc pod uwagę przepisy i kwestię ubezpieczenia samochodu związane z wypadkiem czy stłuczką  duzo lepiej jest znajdować się na terytorium Unii Europejskiej a wjezdzając do Szwajcarii opuścilibyśmy ją.

godz. 21:52   Bycio pisze z Lądka Zdroju ze tez jedzie. Czyli wyglada na to, ze jeśli Malinie sprawy pójdą dobrze to nasza ekipa bedzie liczyła 8 osób.

Ubezpieczenie: prawdopodobnie weźmiemy wariant rozszerzony + koszty ratownictwa. Wyniesie nas to 7,65 za dzień na osobę x 10 dni - 10% znizki za nic (jak zwykle załatwiam po znajomości). Ale będziemy mogli wzywać helikopter. W zeszlym roku ekipa wspomnianego juz dzis Julka wzywala - jednego z nich dosięgnął lecący z góry kamień i polała się krew a na duzej wysokości to nie zarty.

Piątek 1 lipca 6 dni do wyjazdu

rano wyjadę na weekend na Podlasie. Wrócę w niedzielę wieczorem i wtedy znowu tu coś dopiszę.

15 sierpnia 1910 roku swoją drogę na Mont Blanc rozpoczął niejaki Jan Jaroszyński z kompaniją. Jego opis wyprawy(w 4 częściach) mozemy odnaleźć w przedwojennym wydawnictwie "Ziemia". oto fragment:

"Jakoz ostroznosc i związanie liną nie okazują się zbyteczne, gdyz zapada się w jakąś szparę jeden z nas, potem drugi. Dochodzimy w dalszym ciągu do "Mur de la cote". Tu się zastanawiamy powazniej, gdyz mamy pod sobą sto metrów ściany lodowej, przysypanej miejscami sypkim śniegiem. Schodzić musimy bardzo powoli - pojedyńczo, rąbiąc czekanami lub wybijając butami stopnie z wzajemnem zabezpieczeniem się z góry liną. Zjazd na czekanach wydaje się niemozliwym ze względu na wystający miejscami z pod śniegu nagi lód." 

"Największe niebezpieczeństwo wyprawy, jakiego zadne inne szczyty alpejskie w podobnym stopniu nie posiadają, stanowią burze śniezne, które zjawiają się tu prawie niespodziewanie i z szybkością, nie pozwalającą na zastosowanie odpowiednich środków ochronnych. Mroźny wicher, powietrze przepełnione dymem śniegowym, uniemozliwiającym prawie oddychanie, zjawiająca się zarazem prawie zupełna ciemność, czynią połozenie turysty prawie bez ratunku."

Poniedziałek 4 lipca, 3 dni do wyjazdu.

Wczoraj wieczorem wróciłem z Podlasia. W weekend znów dzwonił Bycio – jedzie na pewno. Z Lądka Zdroju do Chamonix dostanie się z przesiadką we Lyonie (bilet w obie strony 96 funtów). Inga w sobotę kupiła w Lublinie czekan (190zł). Dziś rano dzwonił Arek – jest przeziębiony, wziął zwolnienie z pracy i kuruje się w domu.

Ja natomiast wybrałem się z Fiestą do warsztatu. Zdecydowałem, że w środę odstawię samochód – niech zrobią sprzęgło (ponad 500zł:/). Tak to jest gdy się piłuje na skrzyżowaniach.

Co do wyprawy to przede wszystkim plan spędzenia ostatniego noclegu w Vallocie odpada. Jak się dowiedziałem (od wielu osób), jest to schron przeznaczony tylko i wyłącznie dla turystów, których zastała nagła burza śniezna podczas wejścia lub zejścia ze szczytu Mont Blanc. Jak wiadomo, na atak szturmowy wyrusza się z lekkim ekwipunkiem, pozostawiając resztę rzeczy w namiotach. To z tego powodu właśnie w Vallocie znajduje się duzo ciepłych koców.

Trzeba będzie więc jednak wstawać w namiocie o 1 w nocy. Obawiam się, że może spotkać nas sytuacja analogiczna do tej, którą opisał kiedyś taternik i alpinista Wawrzyniec Żuławski. A zdarzyło się to w roku 1934, gdy wspinał się on w Alpach:

O drugiej po północy brutalnie zaterkotał budzik. Spać mi się chciało straszliwie, do wstawania nie miałem najmniejszej ochoty, toteż z niepokojem spoglądałem na towarzysza. Niepokój był na szczęście bezpodstawny, bo Karpiński nie dawał się tak łatwo wyrwać ze snu. Nie potrzebuję dodawać, że skoro terkoczące niebezpieczeństwo ucichło, zasnąłem ponownie, tłumiąc z powodzeniem wyrzuty sumienia. W rezultacie zbudziliśmy się obaj około dziewiątej wyspani i w nastroju szturmowym. Nic to nam zresztą nie mogło pomóc, bo w Alpach o tej godzinie za późno jest gdziekolwiek iść. Czekał nas zatem dzień pełen radosnego lenistwa i obżarstwa, tych dwóch spośród grzechów głównych, które w górach nabierają szczególnego uroku.”

Polecam Wam ksiązeczkę z zapiskami Zulawskiego, mieści ona w sobie zapiski pt: "Wędrówki po Alpach" oraz z Tatr pt:" Skalne lato". Zulawski mial widac duzo zyciowej radosci, optymizmu i poczucia humoru, co doskonale udalo mu się przelać na papier. Ale opisuje tez momenty bardzo trudne, wiele razy w górach igrał ze śmiercią, nie raz asekuracja towarzysza uratowała mu zycie.

wtorek, 5 lipca, 2 dni do wyjazdu

Mimo późnego powrotu do domu w nocy (z ogniska w Kiejdanach u kumpla - niejakiego "Soszyna"), zbudziłem się dziś bardzo rano. A właściwie zbudził mnie budzik który nastawiłem tuz przed szybkim zaśnięciem na godzinę 7.40. Cel jaki sobie wyznaczyłem był bardzo konkretny a całość miała zająć nie więcej niz trzy kwadranse. Otóz mój doskonały niecny plan zakładał zerwanie się z łózka poprzez jedno błyskawiczne podniesienie się (nie dające szans ewentualnemu ponownemu zaśnięciu), natychmiastowe wyjście z domu i zajęcie kolejki do fryzjera (za 7zł) juz o godzinie 7.55 czyli na pięć minut przed jego otwarciem. Ostatnim razem a właściwie dwoma razami gdy przybyłem o godzinie 8 było juz za późno: przy wejściu ustawiły się juz jakies dwie stare baby, w tym jedna z męzem.  

Ale dziś miało być inaczej: Ja miałem być pierwszy. I tak się stało. Juz z daleka widzialem, ze pod wejściem nie ma nikogo. Victoria! Vini, vidi, vici! Niestety, moją dumę i smak zwycięstwa zepsuła wisząca na drzwiach kartka z napisem: "URLOP od 4.07 do 10.07". :(   Cóz, trzeba będzie przepłacić i pójść za 10 zł. A moze przed wyjazdem się nie strzyc? Więcej włosów na głowie ochroni cienką w tej częsci ciała skórę przed wychłodzeniem i obumarciem komórek mózgowych. 

Mariusz który będzie nam codziennie wysyłał z Rzeszowa informację o pogodzie dziś pisze ze juz sprawdzal wstępne prognozy i są dla nas pomyślne: od soboty na Mont Blanc ma być dobra pogoda. Druga dobra wiadomość to taka, ze z racji upałów wysuszyło zapewne zleb Rolling Stonesów więc będzie się szło łatwiej, po skale. Natomiast snieg pojawi się od wysokości ok 3800m.

Juz pojutrze czwartek. Czyli wyjazd. Skład z Warszawy (Inga, Marek, Arek i Łukasz) wyruszy około godziny 18. Skład z Lublina (Kuba,mój brat i ja, wspaniałą dostojną Fiestą z 94roku, silnik 1,4, 75KM, koloru głębokiego morza, zderzaki w kolorze nadwozia) - pewnie po 16 tak, aby spotkać się około godziny 20 pod Piotrkowem Trybunalskim. 

godz. 23.03 Widzę na liczniku ze juz prawie 450 razy otwierano tą stronę (dzisiaj około 50x). Linka podałem w kilku miejscach w sieci gdzie zdarza mi się bywać. Efektem jest odzew kilku osób z Polski, m.in. osoby która w ten  piątek wyrusza z Polski na Mont Blanc. Była mała wymiana maili więc pozwolę sobie przytoczyć kilka faktów: ewentualny przejazd kolejką i tramwajem na wysokość ponad 2400m (czego jestem osobiście coraz większym zwolennikiem, byłoby wtedy więcej czasu na górze na aklimatyzację) to koszt 18 (2 x 9) euro (dane z zeszłego roku).  Grzesiek pisze tez, ze w zeszłym roku (tez wchodził na MB) dwójkę jego znajomych złapała 24 godzinna burza  a wiatr porwał jeden z namiotów. Teraz zamierza on z towarzyszami "przynajmniej jeden dzień" poświęcić na aklimatyzację.

środa 6 lipca, 1 DZIEŃ DO WYJAZDU

Wczoraj wieczorem pojechałem do domu Bycia i wziąłem rzeczy o które mnie prosił (pozdrawiam rodziców). Dziś znów wstałem bardzo wcześnie, o 7 rano, i od razu pojechałem odstawić samochód do warsztatu. W drodze powrotnej w autobusie przeczytałem...

Władysław Zuławski - fragment rozdziału pt: "Burza na Mont Blanc"

"Zapadał mrok, gdy minąłem przełęcz i rąbiąc stopnie w ściezce stromego lodu, stanąłem na wyraźnym szlaku prowadzącym z lodowca del Dome granią na Mont Blanc. Szliśmy nim w górę, przebijając się z trudem poprzez wicher.

Gonilismy juz resztkami sił, wyczerpani długą drogą i brakiem ciepłego pokarmu od prawie dwóch dni. Wiatr o huraganowej wprost sile zatykał nas i dusił - z trudem chwytaliśmy oddech. Na wielkiej platformie pod śniezną kopułą Dome du Gouter rozstawiliśmy naszą płachtę biwakową, nadając jej kształt namiociku. W zimnie i szalejącej wichurze, na wysokości 4250 metrów nad poziomem morza lezeliśmy w naszym schronieniu, łapiąc powietrze w zdyszane, rozdęte wiatrem płuca i zapadając od czasu do czasu w niespokojną drzemkę, wsród marzeń o gorącej herbacie.

Następnego dnia przed południem dotarliśmy do schroniska Vallot. Połozone 500 metrów ponizej wierzchołka Mont Blanc, sławne z tylu powieści i filmów alpejskich, było jeszcze bardziej prymitywne niz schronisko Durier. Wymarzonego przez nas pieca lub prymusa ani śladu. Nasz prowiant, obliczony początkowo na dwa dni, był juz prawie zupełnie wyczerpany. Na domiar złego pogoda, dotąd burzliwa, ale słoneczna, poczęła się psuć gwałtownie. Wicher się wzmagał, cięzkie mgły otuliły góry, począł padać śnieg. [..] Z kamieni zbudowaliśmy wewnątrz izby prymitywny piecyk, kilka znalezionych mokrych desek dostarczyło opału i tak zostaliśmy sami w schronisku Vallot, by przetrwać burzę na Mont Blanc.

Lezeliśmy na pryczach w maleńkiej izdebce, której podłogę zalegały zwały nigdy nie topniejącego śniegu, wtuleni w swetry i brudne koce. Senni i odrętwiali, wsłuchiwaliśmy się w wycie wiatru, który wdmuchiwał śnieg przez szpary jedynego okna i trząsł całą chałupką, jakby ją chciał strącić w przepaść. Dwa razy na dzień zwlekaliśmy się z posłania, by wśród gryzącego swądu mokrych szczap drzewa, na ognisku, z poświęceniem przez nas kolejno rodmuchiwanym, ugotować trochę obrzydliwej, zadymionej herbaty ze śniegu. Śnieg trzeba było przynieść z zewnątrz - ten w izbie nawet na nasze skromne wymagania był za brudny. Wyjść ze schroniska - była to sztuka nie lada. Napór wiatru na drzwi był tak silny, ze aby je otworzyć, trzeba było raz po raz uderzać w nie ciałem jak taranem. Wreszcie drzwi z łomotem otwierały się, waląc z trzaskiem o zewnętrzną ścianę chałupy, a izbę obejmowała  w posiadanie skłębiona zadymka. Przejście kilkudziesięciu kroków do zamkniętego na głucho obserwatorium było całą wyprawą. Gdy raz poszedłem w tę stronę w nadziei, ze znajdę jakąś deskę na opał, musiałem się uwiązać na linie, z obawy ze nie trafię z powrotem do schroniska. Chałupka trzęsła się i jęczała we wszystkich wiązaniach, zatracała w odmętach kurniawy.

30 lipca pod wieczór na krótko się rozjaśniło. Jeden szybki wypad z Tadeuszem Bernadzikowiczem pomiędzy szóstą a ósmą wieczór i -we mgle i wichrze stanęliśmy po raz pierwszy na wierzchołku Mont Blanc. Po powrocie do schroniska nalezalo tylko czekać na chwilę ponownego rozpogodzenia i uciekać na dół... "  ("chwili takiej nie doczekaliśmy właściwie wcale")

PROGNOZA POGODY dla Mont Blanc na najblizsze dni (nadał dziś Mariusz):

Mont Blanc - w piatek w nocy pogodnie, w sobote - pogoda zmienna, w niedziele i poniedzialek pogodnie (słonecznie i ciepło). Wiatr umiarkowany z południa.

godz. 16.52. Dostałem cynk ze na wp.pl pojawił się artykuł o osiemnastolatku chorym na cukrzycę który w połowie lipca jedzie na Mont Blanc. Fragment: "Jak ocenił obecny na konferencji alpinista Tomasz Ostromęcki, prawie 5-tysięczny Mont Blanc jest bardzo trudny do zdobycia nawet najłatwiejszą drogą. Rejon ten charakteryzuje się niestabilną pogodą, szczególnie w lecie występują tam załamania pogody, zdarza się też silny wiatr czy nagłe nadejście mgły. Dużym utrudnieniem mogą być kamienne lawiny. To ze względu na nie ekipa Opatowicza odcinki wspinaczkowe będzie pokonywała nocą i wczesnym rankiem, kiedy ujemna temperatura zapobiegać będzie spadaniu kamieni - wyjaśnił Ostromęcki."

CZWARTEK 7 LIPCA, WYJAZD DZIŚ PO POŁUDNIU

Wczoraj kupiłem raki Byciowi oraz kijki Arkowi. Zasnąłem spokojnie ok godziny 23. trzeba być wyspanym przed wyjazdem szczególnie gdy ma się prowadzić w nocy. 

Dziś o godz. 8.00 pojechałem odebrać ubezpieczenie dla całej grupy. 

Mam nadzieję ze w warsztacie do wczesnego popołudnia uporają się z Fiestą...

Mój ojciec załatwił mojemu bratu Jankowi czekan. Ja natomiast postanowiłem ze chyba jednak kupię sobie jakieś porządne buty które nie przemokną po niecałej minucie w śniegu lub na deszczu. Trzeba tez kupić kartusze epigazowe, zywnosc (ja preferuję w górach kaszki dla dzieci,zwłaszcza bananową wymieszane z tanim musli z supermarketu, zupy chińskie i pasztety. Mielonkami juz dawno się przejadłem i nie mogę na nie patrzeć. Od razu mam odruch wymiotny no ale przeciez wiadomo ze i tak kupię tez jakąś mielonkę, po kilku dniach być moze i to posmakuje), czekolady itp. Oprócz tego podjadę tez pozyczyć śpiwór puchowy dla Janka.

11.10 kupiłem buty. dzwoniłem do warsztatu - samochód postarają się zrobić na wieczór!!! @#$%^&11.30 Mam nadzieję ze Bycio nie jezdził dziś w Lądku metrem ani jednym z trzech autobusów które wybuchły i ze zyje

13.40 dzwoniłem do warsztatu samochód będzie na godzinę 17. !15.45 Z Jankiem wyregulowaliśmy raki - pasują juz do naszych butów (w moich nowych które dziś kupiłem za 260zł chodzę cały czas). Janek pojechał po śpiwór, mama robi obiad a ja po zjedzeniu go pojadę po Fiestę i wracając szybko po zywność bo jeden tani market po drodze.

Mariusz nie podeśle dzis prognozy pogody, jest w delegacji. Kumpel ze świdnika pisze ze do niedzieli w rejonie Chamonix pogoda średnia - deszcz i mozliwe burze

18.30 plecaki, pudla z rakami, kijki, czekany juz zniesione do Fiesty. Wychodzimy z Jankiem z domu.  Zaczyna się...

...WYPRAWA   (7-17 LIPCA)

Zaglądajcie tu. Informacje o tym, jak nam idzie, gdzie się znajdujemy oraz zdjęcia  wysyłamy Mariuszowi, a on je zamieszcza w dziale Aktualności oraz Galerie na głownej stronie www.turnia.pl

 

17 lipca, niedziela, 1 dzień po powrocie z wyprawy na Mont Blanc

PODSUMOWANIE

Nasza wyprawa na Mont Blanc 7-16 lipca 2005 zakończyła się sukcesem. Ostatecznie wzięło w niej udział 8 osób. Szczyt Mont Blanc 4807m zdobyło 6 osób, pozostałe dwie osoby osiągnęły Dome du Gouter 4304m. Wszyscy bezpiecznie cało i zdrowo wrócili do Polski a Bycio do Lądka Zdroju bo przeciez nie ma takiego miasta Londyn, jest tylko Lądek Zdrój.

Napiszę tu trochę o kosztach przejazdów, cenach paliwa, campingów, oraz o elementach wyposazenia niezbednęgo wg nas do zdobywania Mont Blanc drogą przez Nid Aigle.

Samochód którym jechałem wraz z Kubą i moim bratem Jankiem to Fiesta 1,4 z 1994r. 3D,B. Jadąc w obie strony przez Francję (nacjonalkami) przejechaliśmy łącznie prawie ok 3900km, czyli 1900 km w jedną stronę + 100km kręcenia w rejonie Chamonix Mont Blanc. Wg danych technicznych Fiesta 1.4 pali na trasie 6,2l/100km, my jechaliśmy ekonomicznie starając się trzymać prędkość 110-120km/h, dzięki czemu Fiesta paliła na autostradzie 5,7-6,0l/100km! Zrzuta na osobę wyniosła w związku z tym po 50 euro i 150zł + 10euro na osobę za autostradę przed Chamonix (nie ma sensu jej omijać). Łącznie więc koszt przejazdu to ok 390zł na głowę (3os w aucie).

Ceny benzyny: Niemcy: 1,22-1,30 euro, francja podobnie, najtaniej w Szwajcarii (ponizej 1,1 euro) ale trzeba mieć franki.

Drugi samochód to seat cordoba 1,4, 2001r, 4D, z zainstalowaną instalacją G 3 generacji. Jechały nim 4 osoby, prując 140-160km/h. Gaz mozna znalezc na stacjach i w Niemczech i we Francji. Nie wiem jeszcze ile im wyszło na głowę ale na pewno tanio.

ELEMENTY WYPOSAZENIA KONIECZNE W GÓRACH

Wszyscy stwierdziliśmy, ze nawet gdyby nam zapłacono, nie wybierzemy się nigdy więcej na podobną wyprawę bez kasków. W zlebie "rolling stones", który jest długim skalnym rumowiskiem, co kilka minut lecą kamienie małe ale tez i wielkosci talerzy. Kazdego roku na Mont Blanc ginie ok. 100 osób. Dzień przed naszym powrotnym przejściem przez zleb jeden z takich kamieni zabił człowieka. Pozniej, wspinając się do Goutera skalistym Grand Culuarem jest się nieustannie narazonym na lecące z góry kamienie, strącane zwykle przez inne wspinające się nad nami osoby. Gdy wrzucimy zdjęcia do galerii to zobaczycie jak to wygląda.

Raki - nie trzeba komentować

Koniecznie trzeba mieć czekan. Idąc po zlodowaciałym śniegu (w atak szczytowy wyrusza się o 1-3 w nocy) nawet w rakach łatwo poślizgnąć się i spaść w dół. Wtedy czekan moze uratować zycie. Dalej, za Vallotem, jest grań tak wąska, ze wiele osób (m.in. jeden z członków naszej wyprawy) przechodzi ją na czworaka. W razie wiatru (który często tam wieje)  czekan moze słuzyc jako najlepsza asekuracja.

Specjalne okulary przeciwsłoneczne, 3 lub 4. Bez nich nie da się nic zrobić. Mozna jedynie dostać kurzej ślepoty a wtedy nasi towarzysze będą musieli jak ślepca sprowadzać nas na dół. Jest to wydatek minimum kilkadziesiąt złotych ale konieczny.

Uprząz i lina. Tylko dwie osoby z naszej ekipy uzyly tego rodzaju sprzętu (bez tego nie zeszłyby Grand Culuarem) ale wszyscy jesteśmy zdania ze uprzaz i linę tez koniecznie trzeba zabrać. Na ściezce powyzej 4000m szczelin było kilka, powiększają się wraz z operowaniem słońca podczas dnia. Jeśli ktoś wpadnie - bez liny ma małe szanse. Podczas śniezycy lub w silnej mgle (widoczność zerowa) spięcie liną zapobiegnie przed pogubieniem się. Idąc 2,5-4 godziny skalistym stromym niebezpiecznym Grand Culuarem prawie wszyscy wpinają się do poręczówek lub asekurują liną siebie nawzajem.

Latarka czołówka. Jako ze szczyt zdobywa się od 1-3 w nocy, po ciemku, czołówka równiez jest niezbędna.

ELEMENTY DODATKOWE

Kijki w zasadzie nie są konieczne ale niezwykle przydatne. Odciązają kolana i pomagają zachować równowagę.Lada moment dodam zdjęcia rózne do galerii. Było kilka cyfrówek, ja jak zwykle robiłem slajdy, 3 klisze, jeśli wyjdą to będzie kolejny pokaz w Lublinie.

godz. 22.43 dodałem kilka zdjęć z wyprawy. oglądajcie w galerii

Poniedziałek 18 lipca 2005

AKLIMATYZACJA:

Zwykle po osiągnięciu po poludniu wysokości 3817 m rozbija się tam namiot (nocleg w schronisku Aig du Gouter kosztuje 50 euro, gleba 20 euro, butelka wody 1,25l - 5,50 euro) i następnie ludzie, ok 1-3h w nocy, po zapoznaniu się z prognozą pogody na najblizsze godziny wyruszają do ataku szczytowego. W takiej sytuacji idzie się z Aig du Gouter 6-7 godzin: 3-3,5h przez Dome du Gouter (4304m) do śmierdzącego Vallota (4362m) a stamtąd kolejne 3-3,5h stromą i wąską granią Bosses na szczyt Mont Blanc 4810m.  My juz przy rozbijaniu się dalej za schroniskiem wiedzielismy, ze następnej nocy nie pójdziemy na szczyt. Prawie wszystkich nas mocno bolały głowy (w okolicy czoła), odczuwaliśmy totalny brak sił co oznaczało jedno: niedotlenienie mózgu i co za tym idzie chorobę wysokościową. Przejście ok. 300 metrów od naszej bazy do schroniska to była wyprawa! co chwilę trzeba było przystawać i łapać (rozrzedzone) powietrze. Lezeliśmy więc w namiotach, w nocy nie dało się spać (tez bół głowy i ogólne złe samopoczucie). Miałem wrazenie ze dopadła mnie wysoka gorączka. Pozostali, z wyjątkiem najmłodszych - Janka i Łukasza czuli się podobnie lub jeszcze gorzej. Ale nasz plan od początku zakładał 1 dzien dłuzej na 3850 i tak zrobiliśmy. Wiedzieliśmy, ze prognozy na najblizsze dni są dobre więc zaryzykowaliśmy i kolejny dzien przelezeliśmy w namiotach lub opalając się na słońcu z niepokojem obserwując zbierające się na niebie chmury i chmurki. Tylko Bycio i ja po południu poszliśmy w górę na ok. 4200. Ledwo szliśmy, w końcu dopadła nas mgła, bardzo szybko zeszliśmy do namiotów i po chwili zaczeło sypać. To się mogło źle skończyć...

Drugiej nocy na ok. 3850m o godzinie 2 pobudka. Wyjrzeliśmy z namiotów - gwiazdy, księzyc - niebo rozpogodzone!. Słychać chrzęst raków - minęły nas w ciemnościach związane liną dwa cienie, oświetlające sobie drogę czołówką, po kilku minutach kolejna dwójka. Wstajemy.Szybko zakładanie 3 par skarpetek, butów,stoptutów, gore-texów, raków. Snieg w menazce na epigazie juz roztopiony (trwało to ponad pół godziny). Dla kazdego po łyku herbaty. Godzina 3. Wychodzimy. Wyzej, na stromej ścianie Dome du Gouter widać juz kilka ruszających się światełek. Idziemy.

Dzięki dluzszej o 1 dzień aklimatyzacji czuliśmy się juz lepiej, choć nie wszyscy. Kazdy organizm jest inny i nie da się przewidzieć jego rekacji na wysokość. Ale na pewno mieliśmy więcej sił. Do Vallota zamiast 3-3,5h dotarliśmy w 2. Krótki odpoczynek, bardzo zimno, powoli świta, pod nami poprzecinany szczelinami lodowiec. Pijemy z butelek wodę z roztopionego wcześniej śniegu. Jemy czekoladę. Ruszamy dalej. godz. 7.02 - staję na szczycie Mont Blanc. Są tam juz Janek, Bycio i Łukasz, tuz po mnie wchodzi Arek a za nim Kuba. 4 godziny! Bardzo zimno, Janek nie czuje stóp, Łukasz palców u ręki. Wieje lodowaty wiatr. Pod nami cała Europa. Szybko pamiątkowe zdjęcia, aparat w komórce Arka nie chce działać. Zimno, bardzo zimno. Zaczynamy zejście. Ludzie tracą siły, są coraz słabsi,  zygają, co raz widzimy na śniegu krew. Schodząc z Dome du Gouter obserwujemy dantejskie sceny: ludzie słaniają się na nogach, upadają i znów wstają, ledwo powłóczą nogami.  A my schodzimy szybko i juz jesteśmy przy namiotach. Tu czekają juz Marek i Inga - zdobyli Dome du Gouter 4304m. Nie byli jedynymi którzy tej nocy  dalej juz nie poszli. Ale szacunek dla nich, Marek szedł przeciez z  przebitym przez rak palcem (opatrzonym przez lekarza wyprawy Kubę Pawlikowskiego). Szedł zatroskany o Ingę, ona o niego, ach zeby więcej na świecie było takich par. Az chce się powiedzieć "L'amore eleva". Potem schodzilem juz razem z nimi, z przyjemnością - wiele mozna się od nich nauczyć. 3-4 godziny odpoczynku i jeszcze tego samego dnia zejdziemy wszyscy na 2768. Gorąco polecamy dłuzszą aklimatyzację.

 

 

Środa 20 lipca 2005

Camping: nocowaliśmy na jednogwiazdkowym campingu "Le Grand Champ" w Les Bossons - małej miejscowości w poblizu Chamonix. Camping, choć mało gwiazdek ma, jest ok. Nie pamiętam dokładnie wszystkich cen, wiem ze na pewno za rozbicie się 3 osób w jednym namiocie i postawienie obok samochodu wyszło nam po ok. 5,60 euro na głowę.  Camping bardzo ładnie połozony, nad nami podziwialiśmy lodowiec "Le Bossons", Aug du Midi i wiele szczytow nalezacych do Masywu Mont Blanc. Na campingu: kulturalne prysznice (kilka, więcej niz 5) z ciepłą wodą, łazienki (z lustrami), gniazdka (mozna podładować komórkę, podłączyć grzałkę itp.), pomieszczenie (coś w rodzaju duzego garazu) w którym są stoły przy których  mozna się rozsiąść i jeść albo przeczekać deszcz, sklepik z napojami otwierany na zyczenie (soki 1l, puszki: cola, piwo, fanta itp. - wszystko 1 euro), miła obsługa. Polecamy!

W Le Fayet, bardzo ładnej miejscowości 10min samochodem od Les Bossons, ładny stary kościół (otwarty cały czas) a obok, przy parkingach tani supermarket z zywnoscią, są tez pocztówki.

Strona nie posiada jeszcze komentarzy, Twój może być pierwszy

Zaloguj się, aby dodać nową wiadomość.
  zaloguj automatycznie
 Login
 Hasło
Rejestracja
Zapomniałem hasła

Połączenie z górami :
Zarejestrowany
16-05-2005
Zobacz inne strony autora : Piotr Wasilewski piterdepolonia Zobacz inne strony autora : Piotr Wasilewski Zobacz inne strony autora : Piotr Wasilewski

Dołączona galeria :

Mont Blanc - Relacja z wejścia
1 Mont Blanc 7-16 lipca 2005 - logo naszej wyprawy Mont Blanc 7-16 lipca 2005 - logo naszej wyprawy Rank.: 1
Klikn.: 1283
Opin.: 0
2 W drodze do Baraque forestiere towarzyszyły nam kozice W drodze do Baraque forestiere towarzyszyły nam kozice Rank.: 1
Klikn.: 1413
Opin.: 0
3 Nasza ekipa w drodze na Mont Blanc. Zdjecie z 10 lipca 2005, godz. 16:33 Nasza ekipa w drodze na Mont Blanc. Zdjecie z 10 lipca 2005, godz. 16:33 Rank.: 1
Klikn.: 1415
Opin.: 0
4 Janek na skałach przy Baraque forestiere (2768m) Janek na skałach przy Baraque forestiere (2768m) Rank.: 1
Klikn.: 1412
Opin.: 0
5 Janek na wysokości ok. 3000m, godz. ok. 5.30 rano Janek na wysokości ok. 3000m, godz. ok. 5.30 rano Rank.: 1
Klikn.: 1327
Opin.: 0
6 Pionowy Grand Culuar jest naprawdę niełatwy technicznie Pionowy Grand Culuar jest naprawdę niełatwy technicznie Rank.: 1
Klikn.: 1842
Opin.: 0
7 Grand Culuar, na samej górze schronisko Aig du Gouter (3817m) Grand Culuar, na samej górze schronisko Aig du Gouter (3817m) Rank.: 1
Klikn.: 1871
Opin.: 0
8 kopiemy dziury pod bazę na wysokości ok. 3850m kopiemy dziury pod bazę na wysokości ok. 3850m Rank.: 1
Klikn.: 1574
Opin.: 0

więcej fotografi





Google
 
Web www.turnia.pl

Strony Autora
Podróze małe i duze
Mont Blanc - Relacja z wejścia
Elbrus czerwiec/lipiec 2006
Lubelska wyprawa na Elbrus 2006
Wystawa zdjęć z Argentyny w Lublinie
Mont Blanc - Relacja z wyprawy
więcej
Współpraca
Forum
komentarz: Nie ruszając się z Białej Wody... #2
komentarz: To był dobry dzień...
komentarz: Gerlach
komentarz: Nie ruszając się z Białej Wody... #1
komentarz: Tatrzańsko-beskidzko-bieszczadzkie wschody i zachody
komentarz: Wycieczka na Mincol
komentarz: Udane polowanie na pogodę
komentarz: 9. Warszawski Przegląd Filmów Górskich startuje dzisiaj
zarabianie za wspinanie i jazde na nartach w Alpach i blogowanie o tym
Andaluzja -wspin na całą zimę 2016/17
fotoForum
Na dziesiątej :)
Dobrze jest obejrzeć ciepłe, jesienne zdjęcia podczas zimowego poranka...
Wydaje mi się, że Kozi jest na tym zdjęciu przesłonięty przez Skrajny Granat, a ...
Zacne stadko ;)
Fakt-rozrzut masz niezły :)
Szokował i prowokował - Wielki Mistrz. Szkoda, że Podhale okazało się dla nie...
Gdziekolwiek by nie było to zawsze warto !
Ogłoszenia
inne: Usługi przewodnika tarzańskiego
wyjadę: Andaluzja -wspin na całą zimę.
inne: Akademia Innowatorów i Strategów - organizacje turystyczne
inne: Wycieczki w Tatry
kupię: Śpiwór puchowy i kurtka puchowa
oddam: Nocleg Wegry Mezokovesd ZSory
Dodaj ogłoszenie
Wiedza praktyczna
   Wspinaczka
      trening
      szpej
      aklimatyzacja wysokogórska
   Trekking
      trening
      sprzęt
      bezpieczeństwo
   Skitury i skialpinizm
      bezpieczeństwo
      sprzęt
      trening
      trasy
   Biegi górskie
   Asekuracja
      węzły
      w skałach
      w lodzie
      na lodowcu
   Biwak letni
      sprzęt
      przygotowanie
   Biwak zimowy
      sprzęt
      przygotowanie
   Odzież
   Obuwie
Top Wizytówki
FILABORA
PENSJONAT CASSIA & VILLA MEDICA w Rabce ...
Ośrodek Wypoczynkowy RZECZKA
Pokoje gościnne "U ireny"
Pensjonat
Dodaj swoją za darmo
NOCLEGI
Hotele
Pensjonaty
Kwatery i pokoje
Agroturystyka
Schroniska
Campingi
Kwatery Prywatne
KUCHNIA
Restauracje
Obiady domowe
Puby, Kawiarnie
KULTURA
Galerie
Muzea
Teatry
NARTY I DESKA
Wyciągi
Nauka jazdy
Wypożyczalnie
ORGANIZACJE
Szkoły Wspinaczkowe
Kluby Alpinistyczne
Kluby Turystyczne
Kluby Wysokogórskie
Pozostałe
Rejestracja | Klub | Galerie | Wyprawy | Antykwariat górski | Noclegi | Kuchnia | Narty i deska | Organizacje | Linki | O nas | Kontakt
Online: 99; zalogowanych: 0   © 2005-09 www.turnia.pl - Góry, wspinaczka, przygoda