Lot´em bliżej do ... gleby... 2007-12-16 00:43:14
13.04.02 (piątek - mam nadzieję że to nie przyniesie pecha:) )
...do Zakopca dotarliśmy ok.19:30 no cóż dotarcie ze Śląska w nasze Tatry po pracy nie jest łatwe:)...Samochód jak zwykle zostawiamy na parkingu pod Krokwią, szybkie przepakowanie sprzętu i w górę. Musimy dotrzeć do Murowańca o jakiejś normalnej porze żeby dostać jeszcze nocleg. Tempo po asfalcie do Kuźnic mamy niezłe nawet ten lód na chodniku za bardzo nie przeszkadza. Gdzieś w połowie drogi coś mnie tknęło..
- Szymek a stuptuty z bagażnika zabrałeś?...
Szymek staje i sprawdza w plecaku..
- Jasny gwint!! zostały w samochodzie!!
- To wracaj, bo w śniegu to będziesz cienko piszczał...
Szymek zostawia plecak i zasuwa w dół ulicy...w skorupach to nie jest najlepszy pomysł... uprawianie biegów średniodystansowych:):)...
Kurcze nie lubię takich sytuacji, niby nie jestem przesądny, ale nigdy nie wracam w połowie drogi, aby zabrać coś, czego zapomniałem...podobno to przynosi pecha. Szymka nie ma jakieś 30 minut, niezłe tempo miał w tych skorupach ha ha. Teraz możemy posuwać spokojnie, co prawda już się ściemniło i trzeba przez Jaworzynkę naginać przy świetle czołówek. Droga w miarę płaska, śniegu dość sporo, ale ścieżka wydeptana więc idziemy dość szybko. Z 30-to kilogramowym plecakiem na grzbiecie nie jest łatwo wdrapać się na przełęcz Między Kopami...po drodze trochę się rozwlekliśmy. Szymek został trochę w tyle pewnie czuje teraz w nogach ten bieg po asfalcie. Idę swoim spokojnym tempem, co jakiś czas rozglądam się czy Szymek się gdzieś nie stracił ale idzie spokojnie jakieś 300m za mną. Przed sama przełęczą spotykam wopistów:):)...biedne chłopaki bez raków, z latarkami w ręku idą w dół...
- Dobry wieczór. Dokąd to się wybieramy o tej porze, zaczepił mnie ten z wyższym stopniem, co przez zieloną granicę się idzie??
- Ha ha... z takim worem na plerach to by mi się nie chciało. Idziemy do Murowańca, ja i kolega, on trochę został w tyle, ma jakiś kryzys formy:):)...
- No to życzymy powodzenia...
- Dzięki, będzie nam potrzebne jutro w ścianie.
Żadnej kontroli?! Widocznie mieli już dość dyżuru i marzyli tylko o ciepłej herbacie i wyrku, zresztą ja już też o tym marzę...
Do Murowańca docieram pierwszy ok.22. Uff , jeszcze zastałem gościa w recepcji. Załatwiam noclegi i czekam na Szymka, dociera pół godziny po mnie. Mamy pokój 11, ten sam co 3 tydnie temu jak robiliśmy "Setkę" na Koscielcu. Łyk herbaty i w kimono bo jutro czeka nas niezła zabawa...
14.04.02 (sobota)
Pobudka o 4:00. Robimy śniadanie. Gotowanie wody, musli z kaszką ryżowa, gorąca herbata do termosu, szturm żarcie do plecaków, szpej plus jakiś dodatkowy ciuch na wypadek gdyby się trochę oziębiło, temperatura na zewnątrz -10st. O godzinie piątej wychodzimy ze schroniska, Tatry jeszcze śpią, śnieg skrzypi pod nogami, nasz cel na dzisiaj to Granaty Żlebem Drege'a. To co prawda tylko pięć wyciągów ale w tych warunkach V+ to niezłe wyzwanie szczególnie dla mnie...idziemy dość szybko ścieżka jest bardzo wąska i czasami można nieźle się zapaść w czyjeś ślady, mnie zdarza się to parę razy. Klnę soczyście na ski-tourowców bo zamiast jechać powyżej ścieżki wyślizgali ślady, którymi chodzili normalni turyści i czasami jest to strasznie zdradliwe...
Idziemy cały czas w milczeniu uważając aby się nie ześlizgnąć ze szlaku, raki mamy przypięte do plecaków bo taka droga w rakach to trochę obciach:):)...Dochodzimy do Czarnego Stawu Gąsienicowego, pogoda jest niezła chociaż zapowiadali opady.
Przez staw zasuwamy na przełaj, lód jest solidny i widać że chodziło tędy już sporo luda. Schodząc ze stawu zapadam się w śnieg po jaja...kurcze tu było przetopione i wdepnąłem w wodę...Powyżej stawu vis'a' vis żlebu robimy resta...ubieramy uprzęże, szpejujemy się, na nogi wędrują raki, kijki trzeba zamienić na dziaby, łyk herbaty i w górę po stoku...
Do żlebu dochodzimy dość szybko. Musimy jeszcze tylko pokonać próg i będziemy w żlebie...
- Adam chcesz poprowadzić pierwszy wyciąg...pytanie Szymka zaskakuje mnie trochę ponieważ nie sądziłem że da mi poprowadzić zaraz na starcie i to wyciąg piątkowy...
- Ok. mogę iść pierwszy, dawaj śruby i haki i wyłoję ten wyciąg w trymiga:):)...
Biorę od Szymka cały ten złom, wiążę się do liny i w górę...
Pierwsze parę metrów idzie mi nieźle, idziemy lewą stroną, no ale czas założyć jakiś punkt bo przecież nie przeżywcuję tego wyciągu:):)...Dużo płyt, mało trawek, kurcze nie ma gdzie nawet dobrze osadzić haka ani śruby:(...Wiszę na dziabie, którą udało mi się zahaczyć o krawędź płyty...mam nadzieję że mnie utrzyma...Znalazłem w końcu kawałek trawki, wyciągam śrubę i walę ją w to trawsko...
Siedzi!!!...no teraz czuję się trochę bezpieczniej:):). idę dalej. Teren robi się łatwiejszy, wyszedłem nad próg i żleb kładzie się. Pełno śniegu i lodu ale nie jest to taka mocna skorupa jakby się wydawało, przypomina raczej śnieżki związane lodem. Dziaba czasami siada jak w podręczniku ale czasami wyrywam płaty śniego-lodu. Idę jeszcze jakieś 30m i widzę hak, dochodzę do niego i robię stanowisko...
- Mam auto...Szymek naginaj do mnie...
- Dobra, dobra spoko już zasuwam...Szymek zaczyna swoją wspinaczkę...
- Wybieraj cholera tę linę równo...mam za duży luz na niebieskiej!!!
- Ok. już wybieram, strasznie się piekli a przecież ciągnę równo, Szymek doszedł do śruby...
- Stop...tę śrubę to se możesz do du...y wsadzić...kurcze nie wiem o co mu chodzi??
Teraz Szymek porusza się szybko, doszedł do stanu i wyjaśnił o co mu chodziło, poprostu śruba przebiła darń i kiepsko trzymała...niech to licho, ale jak ją wbijałem trzymała, szarpałem nią i siedziała ok. no ale dobra może się wyruszała?? Dobrze że niewyjechaliśmy na niej i nie musiała działać jako punkt!!!...
Następny wyciąg prowadzi Szymon. Teraz jest łatwiej. lodowa rynna, w której lód jest dość twardy. Ostatnie ciepłe dni spowodowały że śnieg topniał i spływał po stoku ale jak złapał mróz to zrobiła się szklanka. Cała prawa ściana żlebu wygląda jak lodospad, pełno nacieków ale ten lód nie jest zbyt solidny, to takie uwarstwione płaty lodu. Szymon przeszedł jakieś 30m i zrobił stan. Wkręcił dwie śruby w gruby lód, trzymają dobrze a przynajmniej obciążenie statyczne. Idę do niego...Rynna jest kapitalna ,nachylenie sięga chyba 75st. ale dziaby siadają w lód bardzo dobrze i pnę się w górę bardzo szybko...dochodzę do stanu, wyblinka na linie..
- Mam auto, ale super widok Szymek no nie?? Którą strona żlebu będziemy szli??
- Pójdziemy po lewej wygląda bardziej przyjaźnie:):)...
Następny wyciąg również prowadzi on, idziemy tak jak powiedział lewą stroną, to V, A1 przynajmniej tak podaje Kurczab. Prawą stroną idzie droga trójkowa ale jest tak zalana słabym lodem że nie mamy ochoty go odbijać bo jest go zbyt dużo...
Szymek wyszedł jakieś trzy metry ponad stan, założył frienda ale cholera ściana nie chce puścić dalej:( Próbuje z prawej...nic, próbuje z lewej...również nic. Stracił 15 min. i ma dość!!!:(, próbuje przebić się do nyży może tam puści ale trzeba się przekopać przez ponad 2m śniegu. Ja w tym czasie wyrąbuję rakami półkę aby można było dobrze stać, patrzę jak kawałki śniegu i lodu zjeżdżają w dół żlebu, niezły widok, ciekawe co by było gdyby się tak człowiek przejechał?? brrrrr wolę przerwać te rozważania bo mi się robi jakoś głupio no i muszę obserwować również poczynania Szymona w śniegu.
- Blok!!!... krzyczy
Po kolejnych 30 minutach Szymek ma już serdecznie dość. Schodzi na stanowisko...
- Jak chcesz to idź ty...proponuje...ja ma serdecznie dość, wybułowałem się strasznie w czasie orania tego śniegu...
- Dobra czemu nie, dawaj złom, przecież i tak trzeba ściągnąć tego frienda...
Szybkie przeszpejenie i ja idę w górę. Doszedłem do frienda, wpinka, idę dalej. Podszedłem dwa metry ponad przelot, lewą ręką trzymam potężną klamę, prawą próbuję dziabą znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Lewa noga stoi solidnie, powyżej mam piękną półeczką jeśli na nią stanę to dalej pójdzie dobrze ale muszę stanąć najpierw na prawej nodze. Wkładam przednie zęby w szczelinkę szerokości fugi między kafelkami w dobrze zrobionej łazience, dziabą zahaczam się o następną szczelinkę przenoszę ciężar swojego ciała na prawą stronę i...
...widzę tylko migające obok mnie ściany, KUR.. ODPADŁEM!!!...czekam na szarpnięcie liny i...NIC, ściany śmigają obok coraz szybciej...
..."JA PIERD...E!!!, GŁUPIO UMIERAĆ W TAKI IDIOTYCZNY SPOSÓB!!!", przemknęło mi tylko przez myśli...
...KIEDY ZAKOŃCZY SIĘ TEN SZALONY ZJAZD??...zjeżdżam na plecach głową w dół...
...zwalniam i w końcu staję. Co z Szymkiem?? Leżę na plecach, głową w dół stoku, nie ruszam się, przez głowę przelatują mi myśli...żyję czy to tylko mi się wydaje?? jak po tamtej stronie jest tak samo zimno to ja pier... taki raj:):)...
...słyszę Szymka...
- Wyciągaj komórę!!!
- Po co? W jednej chwili zdaję sobie jednak sprawę że moje pytanie jest strasznie głupie...
- Dzwoń po TOPR!!!... Szymek chyba czuje się gorzej ode mnie??:(
- Szymon leż nie ruszaj się nie wiem czy się nie połamałem??
...leżę i czekam aż poziom adrenaliny trochę spadnie aby bardziej na trzeźwo ocenić nasze położenie, jeżeli jest to wogóle możliwe w takim stanie?? Po paru minutach zaczynam spokojnie ruszać najpierw prawą ręką potem lewą. Ręce mam całe ale boli mnie prawy bark. Zaczynam próbować ruchów nogami, ta sama kolejność...nogi też są OK. obracam się tak aby usiąść, nogami w dół stoku. Powoli podnoszę swoje obolałe cielsko, widzę ze Szymek robi to samo. Moje nogi oplątane są liną, muszę się z tego wyplątać ale ból w barku daje mi popalić:(...patrzę na Szymona, wygląda jakby się zderzył z ciężarówką:):)...rozcięty lewy łuk brwiowy, krwawi jak zarzynane prosie...Wyciągnął opatrunek z apteczki i bandażuje głowę ja próbuję dojść do ładu z liną, która mi krępuje nogi...boli jak jasna cholera, ale ruszam ręką więc nie jest złamana. Czuję że po nosie płynie mi krew. Spoglądam w dół na śnieg jak krople krwi spadaj jedna za drugą... macam nos, całe szczęście cały a to tylko lekkie otarcie naskórka...
...Szymek zrobił sobie już opatrunek, wygląda jak weteran I Wojny Światowej...on też nie ma nic połamanego, przynajmniej taka jest nasza diagnoza na już...
...powoli pakujemy sprzęt. O dziwo wszystko mamy ze sobą. Ja obwieszony śrubami, hakami i całym tym złomem, tyle że poplątanym, wyglądam jak choinka po bombardowaniu, dziaby również spadły przywiązane repami do uprzęży. Dopiero teraz zdaję sobie sprawa...Przecież ja miałem na sobie kilka narzędzi mordu!!! Ja cię nie przepraszam że też nic z tego złomu nie wylądowało w moim organizmie....
...pakowanie idzie nam strasznie ślamazarnie ból się nasila ale jak mówi mój kolega Docent "tfardym trza być nie miętkim" :):)...
...No spakowaliśmy wszystko. Możemy ruszać w dół stoku na płytę jeziora. Co za zrządzenie losu właśnie teraz zrobiła się straszna dupówa. Nie widać już szczytów. Śnieg zaczyna padać coraz intensywniej, chociaż padał cały czas jak byliśmy w ścianie, nie odczuwałem tego, teraz topi się na mojej twarzy i robi się trochę nieprzyjemnie.
Na płycie jeziora spotykamy dwóch gości, którzy właśnie zeszli z Granatów. Widziałem ich jak podchodzili. Przez pewien moment obserwowali nasze zmagania ze ścianą teraz idą z nami. Tyle że oni byli na szczycie a my nie...
Zaproponowali nam nawet pomoc ale dajemy sobie jakoś radę i rozstajemy się na brzegu jeziora, oni chyba jeszcze idą na Przełęcz Karb, a my powoli dreptamy do Murowańca. Na dziś mamy dość wspinaczki i gór...
...W schronisku jeszcze oszukańczy telefon do domu, do żony
"Wszystko jest OK, pogoda kiepska więc wróciliśmy wcześniej nic nie dało się zrobić" to kłamstwo przeszło mi jakoś przez gardło ale po co mają się w chacie martwić??...
...Szymek pomaga mi się rozebrać bo nawet butów nie potrafię rozwiązać:):)...koszulkę też mi musiał ściągnąć:):)...
...Szymek zaczął w końcu mówić jak to wyglądało z jego perspektywy..
- Myślałem że już nie żyjesz jak leciałeś w dół. Próbowałem cię blokować ale wyrwało mnie ze stanowiska razem z dwiema śrubami i bryłą lodu...Wystrzeliłem jak z katapulty za tobą w dół tyle ze na główkę:):)...
próbowałem to sobie wyobrazić jak Szymon pikuje za mną na główkę i zacząłem się śmiać...
- Z czego się śmiejesz idioto??
- Bo sobie wyobraziłem twoje nurkowanie za mną:):)...
- Mamy szczęście że tylko się poobijaliśmy...
Miał rację, to nie był chyba jeszcze nasz czas. Nie widziałem żadnego filmu z mojego życia przed oczami tylko ta soczysta myśl "Kur.. jak głupio umierać w taki idiotyczny sposób". Teraz już wiem dlaczego nie było szarpnięcia...bo Szymka wyrwałem z butami ze stanu:(:(...Mówił że friend poleciał z kawałkiem skały, poprostu szarpnięcie było tak duże że odłupało skałę. Dowiedziałem się też ile leciałem...ok. 20m brrrrrrr...a na stanie obserwowałem spadające kawałki śniegu i lodu żlebem, myśląc "co by było gdyby to był człowiek"...jak niewiele czasu upłynęło żebym się o tym przekonał osobiście...cholera Kasandra czy co?? Czy to ten powrót po stuptuty a może to ten piątek trzynastego??:):)...
15.04.02 (niedziela)
...ledwo przespałem noc. Nie mogłem położyć się na prawym boku:(:(...A tu jeszcze czeka nas droga w dół do Zakopca...
Wybieramy drogę przez Boczań bo przez noc napadało 50cm świeżego śniegu i w naszym stanie strach było iść przez Jaworzynkę, szczególnie ten odcinek zaraz od Przełęczy Między Kopami...jak ja nie nawidzę drogi przez Boczań!!!...
...do domu dotarliśmy w miarę sprawnie:):)...
po trzech tygodniach rekonwalescencji...Gerlach, droga granią od przełęczy Tetmajera...
...teraz czuję jeszcze większy respekt i szacunek do gór i dziękuję im że dały mi kolejną szansę
|