zaloguj automatycznie
 Login
 Hasło
Rejestracja
Zapomniałem hasła
Aktualności  |  Sklep górski  |  Antykwariat  |  Forum  |  fotoForum  |  Ogłoszenia  |  Góry  |  Galerie  |  Wyprawy  |  Ekipa  |  Konto
Noclegi | Kuchnia | Narty i deska | Organizacje | Szkoły Wspinaczkowe | Wiedza praktyczna | Ranking fotografii | Ekspedycje | Wydarzenia
    szukaj » | zaawansowane »
Góry, Wspinanie,
Turystyka
pomóż utrzymać stronę KLIKNIJ
Ogłoszenia Nieruchomości Samochody - pasaż Handlowy KUPUJESZ.pl
Materiały budowlane Warszawa
Polecamy
13 Warszawski Przegląd Filmów Górskich
14. Krakowski Festiwal Górski 2-4 grudnia
Zapraszamy na pokaz slajdów "Kamczatka" ...
Sklep górski
Martes Sport Plecak turystyczny Martes Tungo 65 (TUNG65M)


Cena: 101.00 PLN
KURTKA DAMSKA AINSA ELBRUS (Ainsa)

Kurtka damska Ainsa sprawdza się jesienią i wczesną zimą. Dzięki zastosowaniu nylonu i poliestru jest bardzo lekka. Produkt dostępny w jasnych wersjach kolorystycznych oraz w klasycznej czerni. Nowoczesny wzór .Praktyczny kaptur i wysoki kołnierz .

Cena: 191.01 PLN
Martes Sport Polar damski Lady Zirano Martes (lady zirano)

Polar damski Lady Zirano Martes Zalety i charakterystyka damska bluza polarowa dwie kieszenie główne materiał: 100% poliyestermicrofleece 280 g/m2

Cena: 36.99 PLN
Vango Plecak Trail 25 Vango (tra25v)

Plecy wykonane w systemie AirForce optymalne chłodzenie i wentylacja.Regulowane szelki z siatką.Pojemne kieszenie boczne zapinane na zamek

Cena: 109.50 PLN
Martes Sport POLAR MĘSKI ZIRANO MARTES (POLAR MĘSKI ZIRANO MARTES)

męska bluza polarowa dwie kieszenie główne zapinany materiał: 100% poliestermikrofleece 280 g/m2

Cena: 40.84 PLN
Antykwariat Górski
SIMONOW Konstanty, Nikt nie rodzi się ...
SEDLAK Włodzimierz, Wprowadzenie w bio ...
OLBRYCHSKI Daniel, Anioły wokół głowy. ...
OPAVSKO. Turisticka mapa. Wanderkarte ...
GÓRNY Andrzej Szelerewicz Mariusz, Jas ...
MISZALSKI Marian, Równowaga chwiejna. ...
BURT Daniel, 100 najwybitniejszych pis ...
http://www.turnia.pl -> Ekipa -> Wyprawy

Świnica luty´01


2007-12-22 19:38:13
 


Wyprawa rozpoczęła się jak każda inna jaką organizowaliśmy wspólnie z kumplami, zbiórka o 3 rano a właściwie zbieranie uczestników po drodze bo każdy z nas mieszkał praktycznie na trasie przejazdu. Tym razem była moja kolej więc to ja musiałem wstać najwcześniej i kompletować całą ekipę czyli 3 osoby razem ze mną.Dorga do Zakopca tak wcześnie była nawet przyjemna, mały ruch więc poruszaliśmy się dość szybko, mimo że nienawidzę nocnego prowadzenia samochodu. Do Zakopca dojechaliśmy trochę po godzinie 6 rano. Samochód tradycyjnie parkujemy na parkingu w COSie i w drogę. Mam ze soba kamerę więc praktycznie od początku wszystko filmuję.


Droga jaką postanawiamy iść to Kasprowy Wierch przez Myślenickie Turnie potem dalej na Świnicę, nasz główny cel wyprawy. W drodze na Kasprusia rozgrzewamy się sprawdzamy tempo jakim się poruszamy bo od niego zależy gdzie skończymy dzisiejszy dzień. Idzie nam dość sprawnie. Dochodzimy do Myślenickich Turni i tu mija nas wagonik kolejki na Kasprowy Wierch. Mamy niezły ubaw ze stłoczonych jak śledzie narciarzy. Koledze przypomina się tramwaj w godzinach szczytu :) Po krótkim rescie ruszamy dalej. Las zaczyna się przeżedzać pojawia się kosówka wystająca ze śniegu. Śnieg jest jak beton więc maszeruje się nam łatwo bo nogi nie grzęzną w śniegu po jaja.Wychodzimy na skalista część szlaku. Po lewej stronie poniżej nas widzimy przejeżdzające wagoniki kolejki. Widok jest jak z bajki. Po dojściu do obserwatorium meteorologicznego trzeba trochę zejść na dół do stacji kolejki. Całą drogę pokonywaliśmy bez raków ale teraz to krótkie zejście okazuje się nielada wyzwaniem. Co prawda jest konopna lina jako poręcz, której można się przytrzymać ale to co w lecie jest schodami teraz przypomina slizgawkę dodatkowo polaną wodą. Sam za bajtla tak robiłem aby lepiej się ślizgało jak złapał mróz ale na płaskim to frajda tu można się zwalić wprost do żlebu a lot nie byłby przyjemny tak jak ślizganie na butach przed domem. Nic trzeba ubierać raki. Po zejściu do stacji kolejki oczywiście trafiamy na tłum narciarzy i ludzi, dla których wyjazd na Kasprowy jest dopełnieniem pobytu w Zakopanem. Całe szczęście im bliżej Beskidu tym ludzi mniej bo nie każdy ma na tyle samozaparcia aby jeszcze dreptać na ten pobliski szczyt i to np. w pantoflach. Niestety po dojściu na Beskid ze smutkiem obserwujemy napływające chmury. Pogoda do tej pory była całkiem znośna, pułap chmur wysoki ale teraz widzimy że chmury zaczynają dotykać wyższych partii gór. Na Przełęczy Liliowe robimy małego resta. Zaczyna się również wzmagać wiatr. Dalszy odcinek drogi idziemy już na zmianę w mleku i chwilowych przetarciach. Wierzchołka Pośredniej Turni nie widać nawet przez moment. Dochodzimy do Świnickiej Przełęczy i trzeba podjąć decyzję: „idziemy dalej w to mleko czy odpuszczamy sobie szczyt?”. Po analizie Za i Przeciw zapada decyzja: „idziemy dalej”. Szlak jest praktycznie nieprzedeptany widać tylko ślady jakby przed nami szło dwóch lub trzech ludzi, dobrze że śnieg jest twardy więc podejście nie sprawia większego problemu. Gorsza sprawa że momentami praktycznie nie widzimy dokąd idziemy...

    ... czy decyzja aby iść była napewno słuszna ?

    W żlebie spotykamy swóch gości. Okazuje się ze również idą na Świnicę więc się przyłączamy i nasza ekipa liczy już 5 osób. Podchodzimy mozolnie do góry ale...

    ... coś mi to nie pasuje. O ile pamiętam to na szczyt nie idzie się aż tak stromo, przecież w pewnym momencie obchodzi się żleb schodzący do Walentkowej Doliny, my jednak ciągle idziemy coraz bardziej stromo w górę. W tej mgle musieliśmy przeoczyć któryś ze znaków no ale cóż idziemy nadal. W pewnym momencie chmury się lekko przeżedzają i nasza pomyłka wychodzi na jaw :) Szczyt Świnicy widzimy po naszej prawej stronie mniej więcej na podobnej wysokości na jakiej my się znajdujemy. No i zagadka rozwiązała się sama. Wchodzimy na wierzchołek taternicki a nie na główny szczyt :) Cóż robić skoro już tu jesteśmy a do szyczytu brak nam zaledwie parę metrów idziemy na ten taternicki a potem powrót po śladach do miejsca gdzie pewnie zgubiliśmy szlak. W czasie zejścia jeden z poznanych gości obsuwa się po stoku. Nie wygląda to najlepiej :( Poleciał parę metrów i zatrzymał się na wystającej skale. Na szczęście na strachu się tylko skończyło no i ...

    ...niestety na uszkodzeniu jednego z raków. Urwał się przedni zaczep w rakach :( ale on postanawia iść dalej. W końcu dochodzimy do miejsca gdzie popełniliśmy błąd. Znak na skale wymalowany jest jak byk ale w tym mleku nikt z nas go nie dostrzegł poza tym byliśmy zaaferowani rozmową i tak doszło do naszej pomyłki. Teraz trochę się przetarło i jak na dłoni widzimy żleb do Doliny Walentkowej. Śnieg jest twardy i jest go tyle że to co latem jest głębokim żlebem teraz jest płaskie jak naleśnik :) Postanawiamy skrócić sobie drogę i iść prosto zwłaszcza że z daleka widzimy szczerbę w ramieniu Świnicy gdzie są pierwsze łańcuchy. Idziemy pojedynczo w bardzo dużych odstępach od siebie. Beton betonem ale lepiej mieć się na baczności. Nikt nie chce przecież być elementem lawiny. Przeszliśmy bezproblemowo, przeskakujemy na drugą stronę ramienia i przemy do góry. Jednak nie idziemy jak prowadzi letni szlak tylko postanawiamy po śniegu iść wprost na szczyt.

    Wyglda to dość łatwo, dopiero w momencie gdy wchodzę i oglądam się za siebie widzę na jaką stromiznę się pchamy :) Nic to jednak śnieg twardy, raki dobrze trymają i rzekan też ma dobre oparcie. Wychodzimy na szczyt. Tu znowu spotykamy naszych nowych znajomych. Od słowa do słowa postanawiamy iść dalej do Zawratu. Jeden z „nowych” ma linę więc jakby co to można się przyasekurować tyle że my nie mamy uprzęży ani nawet głupiego karabinka czy kawałka taśmy. No ale co to dla nas – myślimy. Pijemy herbatę, jemy kanapki i batoniki czekoladowe oraz delektujemy się chwilą. Oczywiście wszystko dokumentuję na taśmie filmowej :) Patrzymy na zegarki – jest godzina 14 z minutami. Do Zawratu w normalnych warunkach to 45min. Marszu. Licząc że jest zima, szlak nieprzetarty powinno nam to zająć może ze 2h – tak sobie myślimy.

    Pierwsze metry powinny już nam dać sygnał że tak łatwo to nie będzie. Zejście z wierzchołka już realizujemy na linie. Kolejne metry również. Okazuje się że bez liny nie ma żadnych szans aby to przejść. Letni szlak jak można się domyslać nieistnieje o tej porze roku. Stoki są gładkie pełne śniegu i lodu oraz ani znaku że ktoś tędy wczesniej szedł. Przecieramy praktycznie drogę. Niestety dochodzimy w pewnym momencie do miejsca gdzie urwał się nam szlak oraz widoczne normalnie znaki charakterystyczne co gorsza zaczyna powoli acz skutecznie się ściemniać. Już nie da się kręcić filmu :( Na skale w oddali dostrzegamy jakby zarys łańcucha. Decyzja idziemy w tamta stronę.

    Co za pech ! Lina jest za krótka aby ja dowiązać do łańcucha trzeba sztukować taśmą (dobrze że gość ma też kawałek tego sprzetu). Jest lina podpięta można iść z tym że niestety naszpanowana jak struna i miejscami wydaje się że będzie wisieć nad głową ale okazuje się że jest na tyle elastycznau iż pod ciężarem ciała schodzi na wysokość pasa.

    Jesteśmy teraz na najtrudniejszym odcinku szlaku. Tu zaczynają się półki z łańcuchami tyle że ani łańcuchów ani półek nie widać z pod śniegu :( a co gorasza zapadł już zupełny mrok. Całe szczęście że pogoda się wyklarowała i mamy czyste, rozgwieżdżone niebo oraz Miesiączek, który nam przyświeca bo nasze latarki są kiepskie. Szczere mówiąc to nie byliśmy na to przygotowani i dysponujemy dwoma latarkami na pięciu i to takimi, które trzeba trzymać w rękach. Cały ten najtrudniejszy odcinek idziemy bardzo mozolnie i ostrożnie aby nie ujechać po zboczu i nie znależć się na dnie Dolinki pod Kołem.

    To już również prawie 14 godzina naszego marszu więc sił coraz mniej a na stanach oczy same się zaczynają zamykać. Zaczynamy opowiadać kawały aby nie zasnąć. Dochodzimy w pewnym momencie do miejsca gdzie łańcuchy się kończą a stok staje się pionową ścianą :( decyzja jest jedna. Lina w dół i zjeżdżamy. Tylko co jest na końcu liny ? Latarki nie sięgają aż tak daleko poza tym wszystko jest białe więc jak odróżnić płaskie dono od ściany? Sposób aby się przekonać jest jeden. Jeden z nas musi zjechać pierwszy i zamelduje co tam jest a w przypadku gdy lina nie dojdzie do dna będzie musiał się wspiąć po niej do góry. Całe szczeście okazało się że ścianka ma ledwo 20m i lina swobodnie dosięgnęła dna.

    Zjeżdzam na dół w kluczu. Mam cały czas śnieg pod rakami ale w pewnym momencie niespodzianka, gładka płyta skalna na której nie mam żadnego oparcia na nogi. Muszę zrobić mały trawers powyżej płyty aby ją ominąć, tylko jak daleko ona sięga. Dochodzę do śniegu i kontynułuję, już teraz bardziej zejście niż zjazd, tyle że jak mi ujadą nogi to zrobię niezłe wahadło. Płyta się kończy więc wracam na kierunek pionowego spadku liny. Jeszcze parę metrów i dno. Okazuje się że jest płasko jak na stole tylko gdzie my właściwie teraz jesteśmy no i ile nam zostało do Zawratu.

    Zjechali wszyscy szczęśliwie więc możemy ruszać. Cholera jedna latarka odmawia posłuszeństwa :( Teraz znowu pniemy się delikatnie pod górę. W świetle gwiazd i Księżyca widzimy majaczące po nasze lewej stronie, poszarpane grzbiety. Zdajemy sobie sprawę ze to z pewnością Zawratowa Turnia czyli idąc dalej po stoku mając ją cały czas z lewej strony powinniśmy dojść do Zawratu. Teraz zdajemy sobie sprawę gdzie właściwie jesteśmy. Doszliśmy do miejsca gdzie gdy kończą się łańcuchy szlak idzie małym zakolem po stoku Zawratowej Turni schodzac w dół na bardziej płaski teren. My poprostu skróciliśmy sobie drogę zjazdem :) teraz główne zadanie nie przegapić przełęczy tzn. nie zejść zbyt nisko ani zbyt wysoko. To drugie się nam nie udaje i okazuje się że weszliśmy na ramię Zawratowej Turni schodzące wprost na przełęcz więc misimy zejść na dół.

    Nareszcie jest. Zawrat. Patrzymy na zegarki i nie wierzymy własnym oczom. Jest godzina druga w nocy ! Okazuje się że szlak, który normalnie idzie się 45 minut my pokonaliśmy w 12 godzin !!! ale jazda nie ma co. Tak ale to przecież nie koniec. Teraz trzeba zejść na dół i dotrzeć do Murowańca. Idziemy w dół żlebikiem. Jeden z naszych nowych towarzyszy ma BigFooty więc zjechał sobie na nich w dół my musimy jednak dreptać. Nikt z nas nie decyduje się na dupozjazd w ciemościach. Dochodzimy do Zmarzłego Stawu a właściwie do miejsca gdzie on powinien być i dalej w dół żlebem, po śniegu na Czarny Staw Gąsienicowy. Na brzegu stawu padam już ze zmęczenia na pysk. Kładę się na chwile na śniegu ale zaraz wstaję bo zaczynam czuć że jak zamknę oczy to będę spał a w tych warunkach to nie jest najbardziej rozsądne.

    Staw pokonujemy na przełaj co znacznie skraca nam drogę, oczywiście. Docieramy do schroniska gdy już świta. Schronisko jest otwarte i o dziwo główna sala również. Zalegamy na ławkach. Gość który otwierał schron nie krył zdziwienia że nam się chciało tak wcześnie startować z Zakopca. Jego zdziwienie przeszło w zdumienie gdy usłyszał że my to nie z Zakopca tu dotarliśmy ale z Zawratu :)

    Właśnie minęła 24h naszego marszu. Ja jestem skonany a tu trzeba jeszcze zejść do Zakopanego i wrócić do domu. Niestety to ja prowadzę ten wóz i to mnie najbardziej chyba dobija, bardziej nawet niż te 24h w górach.

    Kamera znowu poszła w ruch. Kręcę nasze poranne rozmowy w schronisku a potem dowcipy jaki sobie robimy na przełęczy Między Kopami. Po takim wyczerpującym marszu wybieramy łatwiejsza drogę do Kuźnic... przez Boczań. Ten szlak mnie dobija ile razy przyjdzi mi nim iść jest dla mnie gehenną. Nie wiem albo ja jestem uprzedzony do tej drogi albo ta jego monotonia ma na mnie taki wpływ.

    Docieramy na parking. Pakowanie do samochodu i w drogę do domu. Nasza przygoda z górami na dziś się zakończyła teraz jeszcze jakieś 3h i będziemy w domu. Jedno co mnie trapi to to aby nie zasnąć za kółkiem. Wprawdzie kimnąłem się w Murowańcu 30min. Ale to przecież nie był prawdziwy sen. Po drodze na autobanie jesteśmy świadkami wypadku a właściwie tego co po nim zostało. Gdyby nie jedna felga ze znaczkiem marki trudnoby było rozpoznać co to był za samochód. Obecnie była to kupa złomu. Ten widok otrzeźwił mnie całkowicie. Do samego domu nawet mi przez myśl nie przeszło że mógłbym zasnać nawet w domu miałem z tym problem :) ale to juz inna historia...

     

     

     

Wasze Komentarze

zbyszek
Strony autora

Strony autora
Strony autora
Od : 22-01-07
komentarz: Świnica luty´01
2007-12-28 14:29:11
Świetny opis jak tego robić nie należy. Jednak jestem pod wrażeniem, bo kilka razy też byłem w opałach z własnej woli. Wasze szczęście, że dobrze się skończyło i aby zawsze tek było. W całym tekście tylko jedno słowo było do wykasowania.
zuber12
Strony autora
Strony autora
Od : 24-03-05
komentarz: Świnica luty´01
2007-12-30 00:39:13
dzięki właśnie dlatego to napisałem ponieważ parę osób zastanawiało się nad wypadem w ten rejon zimą. my zrobilismy wiele błędów w czasie tej eskapady jednak nam się upiekło. wiem jedno. juz nigdy w życiu nie zrobie takiej głupoty jak wtedy. napewno będą inne ale to doświadczenie jednak mnie czegoś nauczyło. a które słowo do wykasowania ?
zbyszek
Strony autora

Strony autora
Strony autora
Od : 22-01-07
komentarz: Świnica luty´01
2007-12-31 11:54:35
to tylko drobiazg dotyczący głębokości śniegu, nie warto zwracać na to uwagi. Tekst jest super i warto go czytać tym co idą w góry dla przestrogi. Tekst dla szkół taternickich jak znalazł bo w formie przystępnej i w zasadzie każdy może być w takich opałach, bo jak sądzę słuszniejsze było odpuścić przed Świnicą, ale kto by tak zrobił. Ja kiedyś dokładnie w takiej sytuacji przed weściem na Marmoladę na przełęczy la Marmolada 2.896m mijałem schodzących przy załamaniu pogody podjąłem decyzję o wjściu dalej. Miałem pełny sprzęt i to pozwoliło przejść trasę bez problemów końcowych, ale miałem frajdę i dużo adrenaliny zostało uwolnionej, ale było to mało rozsądne. Takie przypadki pokazują nasze miejsce w obliczu potęgi gór.
zuber12
Strony autora
Strony autora
Od : 24-03-05
Re: komentarz: Świnica luty´01
2007-12-31 16:55:40
dzieki jeszcze raz :)

Zaloguj się, aby dodać nową wiadomość.
  zaloguj automatycznie
 Login
 Hasło
Rejestracja
Zapomniałem hasła

Połączenie z górami :
Zarejestrowany
24-03-2005
Zobacz inne strony autora zuber12 Zobacz inne strony autora Zobacz inne strony autora




Google
 
Web www.turnia.pl

Strony Autora
Leh - Ladakh
Najwyższy szczyt Maharashtry - Kalasubai...
Taj Mahal.
nie ma to jak dobra asekuracja :)
fotek kilka z mnichowych półek
Tatry Wysokie Słowacja 2006
Mnich
lipcowy wypad
Krótki wypad do Ladakh´u cz.2
krótki wypad do Ladakh´u
więcej
Współpraca
Forum
komentarz: Nie ruszając się z Białej Wody... #2
komentarz: To był dobry dzień...
komentarz: Gerlach
komentarz: Nie ruszając się z Białej Wody... #1
komentarz: Tatrzańsko-beskidzko-bieszczadzkie wschody i zachody
komentarz: Wycieczka na Mincol
komentarz: Udane polowanie na pogodę
komentarz: 9. Warszawski Przegląd Filmów Górskich startuje dzisiaj
zarabianie za wspinanie i jazde na nartach w Alpach i blogowanie o tym
Andaluzja -wspin na całą zimę 2016/17
fotoForum
Na dziesiątej :)
Dobrze jest obejrzeć ciepłe, jesienne zdjęcia podczas zimowego poranka...
Wydaje mi się, że Kozi jest na tym zdjęciu przesłonięty przez Skrajny Granat, a ...
Zacne stadko ;)
Fakt-rozrzut masz niezły :)
Szokował i prowokował - Wielki Mistrz. Szkoda, że Podhale okazało się dla nie...
Gdziekolwiek by nie było to zawsze warto !
Ogłoszenia
inne: Usługi przewodnika tarzańskiego
wyjadę: Andaluzja -wspin na całą zimę.
inne: Akademia Innowatorów i Strategów - organizacje turystyczne
inne: Wycieczki w Tatry
kupię: Śpiwór puchowy i kurtka puchowa
oddam: Nocleg Wegry Mezokovesd ZSory
Dodaj ogłoszenie
Wiedza praktyczna
   Wspinaczka
      trening
      szpej
      aklimatyzacja wysokogórska
   Trekking
      trening
      sprzęt
      bezpieczeństwo
   Skitury i skialpinizm
      bezpieczeństwo
      sprzęt
      trening
      trasy
   Biegi górskie
   Asekuracja
      węzły
      w skałach
      w lodzie
      na lodowcu
   Biwak letni
      sprzęt
      przygotowanie
   Biwak zimowy
      sprzęt
      przygotowanie
   Odzież
   Obuwie
Top Wizytówki
FILABORA
GORALSKI DOMEK W PIENINACH
Centrum Sportów Górskich Trango
LICENCJONOWANA SZKOŁA SNOWBOARDU i NARCI...
ZAKOPANE dom gościnny NOWITA
Dodaj swoją za darmo
NOCLEGI
Hotele
Pensjonaty
Kwatery i pokoje
Agroturystyka
Schroniska
Campingi
Kwatery Prywatne
KUCHNIA
Restauracje
Obiady domowe
Puby, Kawiarnie
KULTURA
Galerie
Muzea
Teatry
NARTY I DESKA
Wyciągi
Nauka jazdy
Wypożyczalnie
ORGANIZACJE
Szkoły Wspinaczkowe
Kluby Alpinistyczne
Kluby Turystyczne
Kluby Wysokogórskie
Pozostałe
Rejestracja | Klub | Galerie | Wyprawy | Antykwariat górski | Noclegi | Kuchnia | Narty i deska | Organizacje | Linki | O nas | Kontakt
Online: 87; zalogowanych: 0   © 2005-09 www.turnia.pl - Góry, wspinaczka, przygoda