Pażdziernik 2008 w Beskidzie Żywieckim 2008-10-21 19:30:45Wykorzystując trzy dni wolnego pod rząd, zdecydowałem zmierzyć się z ostatnim dłuższym szlakiem w naszych Beskidach, którego do tej pory nie przeszedłem (kiedyś nie było wolno, a jak już było wolno, to się jakoś nie zbierało).
Wyprosiwszy u małżonki trzydniową przepustkę wyruszyłem w góry.
Pierwszego dnia standard, autobus o 6:12 z Matecznego do Żywca, tam miłe zaskoczenie, nie musiałem czekać ponad półtorej godziny na PKS do Żabnicy, bo okazało się, że wcześniej jest sympatyczny Bus.
Z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę, pogoda, która w Krakowie była paskudna, zaczęła się z lekka poprawiać i nawet chwilami były zupełnie niezłe widoki, choć cały czas było zimno.
Za Rysianką zaczęły się borówki w dużych ilościach, troszeczkę przemarznięte, ale bardzo fajnie się zbierało, gdyż na krzakach nie było już liści, przy podejściu na Trzy Kopy przeleciał nade mną głuszec (wielkie ptaszysko z białymi brwiami), a w chwilę później zaczęło padać.
Szczęście mi jednak sprzyjało, gdyż nie był to deszcz, ale już śnieg w postaci drobnych suchych kuleczek.
Powyżej 900 m n.p.m. złota polska jesień ciesząca w dolinach oczy była już tylko wspomnieniem, na tle szarych buków całkowicie pozbawionych liści i ciemnej zieleni świerków z rzadka tylko złociła się plama jarzębiny albo rachitycznej brzozy.
Po 17:00 dotarłem na Krawców Wierch, o dziwo chociaż był dopiero piątek i pora roku już taka niezbyt ciepła zeszła się tam kupa ludzi (dwie wycieczki), ale byli bardzo spokojni nuuuda.
W sobotę rozpocząłem eksplorację dziewiczego terenu, granicznego niebieskiego szlaku z Krawcowego Wierchu na Rycerzową.
Nie da się ukryć, trasa widokowo atrakcyjna specjalnie nie jest, w sumie to tylko z jednego miejsca pod wierzchołkiem Oszasta jest fajna panorama na słowackie góry od Tatr po Małą Fatrę, a tak to tylko las, błoto, borówki i jeszcze raz błoto.
Żeby było ciekawiej szlak idzie dokładnie wzdłuż granicy bez specjalnej troski o wygodę wędrowca wdrapuje się na każdy pagórek, a dywan z upadłych liści przykrywający zdradliwe błotniste pułapki czynił niektóre odcinki prawdziwie ekstremalnymi (szczególnie na zejściach).
Do pełnego komfortu opisy na słowackich drogowskazach podają jakieś mistyczne nazwy, które nie egzystują na polskich mapach (odkryłem, że są to rozgałęzienia słowackich szlaków).
Dojście na wierzchołek Rycerzowej zajęło mi 8 godzin z czego, żeby nie błoto i borówki, to godzina była do urwania.
Na całym odcinku spotkałem jedną trzyosobową grupę turystów i jednego leśniczego.
Ponieważ nie było jeszcze 17:00 zdecydowałem, iż zamiast nocować w bacówce pod Rycerzową dojdę na Przegibek, bo tam jest lepsza "micha".
W schronisku nie było już miejsc w normalnych pokojach, ale legowisko na stryszku też było całkiem wygodne (od komina było cieplutko), a różnica w cenie wystarczała na zakup ponadprogramowego piwa z przepysznym plackiem z kruszonką.
W niedzielę czarnym szlakiem przez Bendoszkę i Praszywkę do Soli.
Wschód słońca był sympatyczny, ale widoczność nie najlepsza, Barania Góra pod chmurami i w ogóle zamglone horyzonty.
Powrót autobusem z Żywca odbył się nawet dość sprawnie, remonty na zakopiance trochę go spowolniły, ale nie w jakiś tragiczny sposób.
Gdyby ktoś w najbliższym czasie planował dojazd pociągiem do Żywca, to informuję ku przestrodze, że w dni robocze
zaczyna się jakowyś remont pomiędzy Bielskiem, a Żywcem (dokładnie między Wilkowicami a Łodygowicami), gdzie trzeba się przesiadać w zastępcze autobusy.
|