Aktualności  |  Sklep górski  |  Antykwariat  |  Forum  |  fotoForum  |  Ogłoszenia  |  Góry  |  Galerie  |  Wyprawy  |  Ekipa  |  Konto
    szukaj » | zaawansowane »
Góry, Wspinanie, Turystyka

obecny ranking
Polecamy
Wyprawa na Mont Blanc lipiec 2008
AP Expedition 2008 - Relacja
Aktualności
Pustelnik z Koroną Himalajów, Baranowska na półmet...
Chcę Chodzić - Pomóżmy byłej ratowniczce GOPR
Zmarła trzecia ofiara lawiny w Tatrach
Szósty Karpacki Finał Wielkiej Orkiestry Świąteczn...
V Warszawski Przegląd Filmów Górskich, Kinoteka, 2...
Gorce Maraton
Ekspedycje
The Expeditions 2008
“AP Expeditions 2008”
Polish Pamir Expedition 2008
Pamir 2008 Expedition
Pamir 2008 Expedition
Studencka Wyprawa 7134
Studencka Wyprawa 7134
Z lewej grupa Gasherbrumów w całej okazałości, z prawej początek trawersu i część masywu Broad Peaku
Tryptyk Reaktywacja część druga i trzecia: Trawers...
HiFlyer Polar Ice Expedition
HiFlyer Polar Ice Expedition - z Leszkiem Cichym i...
Wydarzenia
51. Rajd Połoniny
Wkrótce 5-lecie pewnej strony górskiej .
Slajdy w Wagabundzie - Z Gibraltaru na Przylądek D...
I Festiwal Podróżniczy "Rozjazdy 2009"
Puchar Świata w Tarnowie
Użytkownicy
DASU
Kilka słów o mnie i mojej przygodzie z górami.
Mrotchua
Agusia
ZWARIOWANY GÓROŁAZ ...
Góry.....
Przystąp do klubu
Galerie
Kramy
„Hapsibandar czyli nasze dzieje w Himalajach...
Babia Góra
Kolejki górskie
w drodze nad Morskie Oko
Wrota Chałubińskiego
Edyta pierwszego dnia zawodów, na tle tamy
Edyta Ropek zdobyła brąz, Łukasz Świrk czwarty w P...
Mnich, Folwark Montano
Ranking fotografii
Wyprawy
Tatry Wysokie - wiosna - Wyjazd w Polskie Tatry w ...
Elbrus czerwiec/lipiec 2006
Mont Blanc lipiec 2005
Słowackie Tatry Zachodnie i nie tylko
Gierlach 1-3 maj 2002
Tatry Wysokie, Lipiec 2003
Słowacja czerwiec 2005
Samotnie przejście polskiego odcinka grani Tatr Za...
South America Expedition DuszakTeam
Pamir Zerawszan Expedition 2010
Sklep górski
Salewa Kotwa skalna z pierścieniem 10 cm (021001-000403-)

Kotwa skalna 10 cm z pierścieniem
Feel Free SPODNIE TWINS 3/4 D. FF ECRU (125302-060006-0700)

SPODNIE TWINS 3/4 D.
La Sportiva Obuwie Miura La Sportiva ( Miura)

Doskonałe do ekstremalnie trudnych sportowych wspinaczek
Austrialpin Tyrol P12 (SP12B)

Trekkingowe raki- automat.
Ortovox Patroller (PatOrt)

Detektor lawinowy, 3-antenowy.
Antykwariat Górski
OCHRONA Tatr w Polsce Ludowej. Materia ...
RASTLINY pieskov a strani. Vypracoval ...
GALERIA Rzemiosła Artystycznego. Muzeu ...
WĘGRY. Redaktor Erno Mihalyfi. Budapes ...
MATUSZCZYK Andrzej Trybowska Elfryda, ...
RYBAR Ctibor, Przewodnik po Czechosłow ...
WIERCHY 1932 rocznik 10. /Na stronie t ...
http://www.turnia.pl -> Ekipa -> Wyprawy

ALPY 12(13)x4000


2009-09-07 16:21:18
Wstęp
Planując pierwszy wyjazd w wysokie Alpy myślałem z początku o wejściu na Mont Blanc. Owczy pęd, z jakim tysiące ludzi rocznie pchają się na najwyższy szczyt kontynentu, dosięgnął także mnie samego, każąc zmierzyć się z Biała Górą. Gdy jednak policzyłem długość i koszty takiej podróży stwierdziłem, że poświęcanie wakacji na zdobycie jednej góry będzie marnotrawstwem czasu i energii. Zdecydowałem się, przedłużając nieco urlop, wejść na dodatkowych kilka wierzchołków. Apetyt rósł w miarę planowania, aż podjąłem decyzję – moim celem stało się dwanaście czterotysięcznych szczytów Alp Szwajcarskich i Francuskich.
Pomysł był ambitny, oznaczał bowiem konieczność szybkiego przemieszczania się między górami i zdobywanie każdego szczytu na lekko, w ciągu przeciętnie dwóch dni. Ale „chcieć to móc”, wierzyłem więc, że starannie zaplanowany harmonogram wyjazdu jest do zrealizowania. Moimi bazami miały być miejscowości leżące w dolinach Alp: Zinal, Saas Fee, Zermatt i Chamonix, gdzie pozostawiałem duży namiot wraz z większością bagażu. Z worami pełnymi sprzętu i jedzenia opuściłem kraj, by 1 lipca przekroczyć granicę szwajcarską. Następnego dnia rano znalazłem się w Zinal, w dolinie d'Anniviers.

Bishorn – pierwsza próba
Pierwszy wierzchołek, choć technicznie łatwy, jest pierwszą lekcją gór wysokich. Z doliny podchodzę ponad półtora kilometra pod lodowiec Turtmann, gdzie rozbijam namiot na 3200 m. Noc na morenie lodowca, wietrzna i zimna, nie pozwala na spokojny sen, a już o piątej rano wychodzę w górę. Pierwsze przejście lodowcem napina nerwy, zewsząd wypatruję zagrożenia ze strony szczelin, na szczęście droga okazuje się być bezpieczna, a idące przede mną zespoły zostawiają czytelny ślad.


Wschód słońca w drodze na Bishorn (fot. Łukasz Supergan)

Około 3500 m zaczynam odczuwać pierwsze oznaki wysokości, a brak aklimatyzacji daje się we znaki. Praca płuc przypomina odgłos miecha, każdy krok wymaga wysiłku. Wielka, północna ściana Bishornu zdaje się nigdy nie kończyć, jednak około 10 osiągam grań szczytową. Szybko pokonuję wieńczący ją stromy, eksponowany uskok i staję na wierzchołku. Pierwsza alpejska góra wita mnie piękną panoramą.
Zejście po lodowcu, w miękkim od słońca śniegu, odbiera siły, a trzeba jeszcze wrócić w dolinę... Wieczorem, po 26 godzinach spędzonych w górze, docieram wyczerpany do Zinal.

Weissmies
Kolejnym celem jest Weissmies, szczyt wznoszący się nad doliną Saas. Normalna droga prowadzi lodowcem od zachodu, ja jednak decyduję się na trudniejszą, ale pozbawioną szczelin, drogę południową granią.
Z miasteczka Saas Almagell wychodzę na przełęcz Zwischenbergenpass (3268 m), gdzie  spędzam noc. Tego wieczoru spada deszcz, w okolicy słyszę pomruki krążącej burzy, jednak pogoda wydaje się być stabilna. Ruszam o 5 rano. Droga prowadzi z początku zwężającym się, stromym polem śnieżnym, które wyżej przechodzi w skalistą, wąską grań, którą pokonuję bez asekuracji. Ekspozycja jest chwilami znaczna i kilkukrotnie zmuszony jestem wykonać ryzykowny krok nad pustką, jednak trudności techniczne nie są duże (I-II). Całe Alpy zakryte są tego dnia chmurami, jednak chwilowe przerwy w chmurach pozwalają cieszyć oczy piękną grą gór i obłoków.


Grań Weissmiesu (fot. Łukasz Supergan)

Około 10 rano wychodzę ponad skały, ostrożnie mijam ostry niczym brzytwa, końcowy odcinek grani i staję na szczycie Weissmiesu. Kilka zdjęć, łyk herbaty i długa droga w dół. Ostrożnie pokonuję skalną grań, na przełęczy zwijam namiot i zaczynam niekończące się zejście w dolinę Saas.

Allalinhorn
Następnego dnia, z większą niż poprzednio ilością sprzętu, podchodzę do schroniska Britannia (3030 m), skąd zaczyna się podejście na Allalinhorn. Także tym razem zdecydowałem się na drogę trudniejszą niż normalna, bo prowadzącą wysoką na 1000 m granią Hohlaub, która zakończona jest pionowym, skalnym stopniem, kluczowym miejscem na drodze.
Wychodzę jeszcze nocą i przecinając lodowiec zaczynam wspinaczkę. Pogoda tego dnia przestaje mi sprzyjać, jest zimno i wieje silny wiatr, a po wschodzie słońca nadciągają chmury, zakrywając wszystko wokół. Widoczność jest bliska zeru, nie rezygnuję jednak i walcząc z wichurą podchodzę na szczyt. Tuż pod wierzchołkiem pogoda poprawia się nieco, docieram pod pionową barierę skalną wieńczącą grań.
Wspinaczka, mimo asekurującej mnie liny, jest próbą nerwów. W osypującym się śniegu wyszukuję chwyty, powoli pokonując skalny komin. Przez ponad pół godziny walczę też z liną, którą poplątał idący tuż za mną zespół Włochów. Gdy moi przypadkowi towarzysze zwalniają w końcu drogę, szybko pokonuję ostatnie metry i osiągam szczyt Allalinhornu.

Grań Mischabel
Po jednodniowym odpoczynku w Saas Grund moim kolejnym celem jest grań Mischabel, jedna z klasycznych dróg Alp Walijskich, stanowiąca kilkukilometrowy łańcuch czterech wierzchołków: Nadelhornu, Stecknadelhornu, Hohberghornu i Durrehornu. Biegnie ona na dużej wysokości (4100 – 4300 m), a jej przejście, nawet przy dobrej pogodzie, oznacza całodniową wspinaczkę w eksponowanym, mikstowym terenie.
Trudności zaczynają się jeszcze poniżej dolnej granicy śniegu, gdzie aby dotrzeć do podnóży lodowca, konieczna jest wspinaczka półkilometrowej wysokości granią, którą prowadzi niełatwa via ferrata. Biwakuję na niewielkiej platformie, na 3300 m, w miejscu, gdzie ścieżka wychodząca spod pobliskiego schroniska omija skały schodząc na śnieg.
O drugiej w nocy, w ciemnościach, mijają mnie pierwsi wspinacze. Z niedowierzaniem patrzę na zegarek i idę spać dalej. Z namiotu wyciągają mnie dopiero dziarskie okrzyki kolejnych. Idąc za niewielkim zespołem przechodzę w poprzek lodowca Hohbalm i wspinam się na siodło w północno-wschodniej grani Nadelhornu.


Grań Nadelhornu, widok z wierzchołka (fot. Łukasz Supergan)

Wiatr w górze szaleje z niezwykłą siłą, idący wraz ze mną trójkowy zespół wycofuje się szybko z powodu zimna i wyraźnego braku aklimatyzacji. Ja sam, choć jest to mój czwarty szczyt, idę bardzo wolno, walcząc o każdy krok. Chwilami muszę się odwracać, by móc oddychać. Grań wymaga też czujności z powodu znacznego oblodzenia. Dojście pod szczyt z przełęczy trwa dwie godziny, choć wydają mi się one wiecznością. Tuż pod szczytem czeka mnie jeszcze wspinaczka po oblodzonej skale i staję na wierzchołku Nadelhornu. Pod stopami widzę w całej okazałości południowo-wschodnią grań, poza tym panoramę przesłaniają gęste chmury. Bardzo wąską granią północno-zachodnią zaczynam drogę w stronę widocznych w oddali szczytów. Niestety, gdy tylko docieram do Stecknadelhornu, nadciąga śnieżyca. Na wąskiej, skalistej grani robi się niebezpiecznie, dalszej drogi nie jestem w stanie kontynuować. Z żalem zawracam po osiągnięciu dwóch z czterech zaplanowanych wierzchołków.

Dach Europy
Kolejką „Mont Blanc Express” docieram do francuskiego Chamonix, skąd zatłoczony tramwaj przewozi mnie, wraz z międzynarodową (w tym polską) grupą turystów i wspinaczy, do stacji Nid d'Aigle (2372 m). Stamtąd czeka nas długie podejście pod schronisko Tête Rousse. W tym miejscu, ostatnim gdzie można legalnie rozbić namioty, odpoczywam koło „base camp”. Na 11 namiotów 6 należy do Polaków. Francuski strażnik wypytuje mnie dokąd idę, ostrzegając, że dalej biwakowanie jest nielegalne, ale zbywam go zapewnieniem, że mam rezerwację w położonym wyżej schronie Aiguille du Gouter. Oczywiście nie mam zamiaru spędzić nocy w przepełnionym schronie. Wieczorem docieram do grani Gouter i rozbijam namiot 50 m powyżej budynku, obok kilku innych, już stojących na przygotowanych platformach. Prognozy są kiepskie, po stosunkowo ładnym poranku zapowiadane jest kilkudniowe złamanie pogody, mogę mieć więc tylko jedną szansę na wejście.


Pierwsze wejście na szczyt Mont Blanc (fot. Łukasz Supergan).

W nocy przychodzi wichura, która wygania spod szczytu wiele zespołów. Udaje mi się dotrzeć do leżącego na 4360 m schronu Vallot, gdzie odpoczywam kilka godzin. Na wierzchołek wchodzę w śnieżycy. Ten i następny dzień przeczekujemy wraz z grupką Polaków,  Czechów i Bułgarów w schronie. Na zewnątrz silny wiatr zacina ostrym gradem, nie sposób opuścić naszego biwaku. Siedząc w zimnym wnętrzu blaszanej budy zaczynam martwić się o zapasy jedzenia, czekam jednak cierpliwie na poprawę pogody, zamierzam bowiem spróbować ponownego wejścia.
Trzeciego dnia wichura przechodzi tak raptownie, jak się pojawiła. Nad Mont Blanc wychodzi księżyc w pełni. Pakuję plecak i wychodzę na grań, o piątej zaś staję na szczycie, podziwiając wspaniały wschód słońca. Około szóstej zaczynam zejście północną granią na przełęcz Brenva, za którą czeka mnie wspinaczka na Mont Maudit (4465 m), niższy, ale strzelisty niczym igła wierzchołek, sąsiadujący z Mont Blanc. Odpoczywając na nim podziwiam wspaniały widok na masyw Białej Góry, wraz ze słynną wschodnią ścianą. W oddali widać Aiguille Blanche, na wschodzie – masyw Grandes Jorasses, na północy zaś mój następny cel – Mont Blanc du Tacul (4248 m). Schodząc w tamtym kierunku trafiam między liczne zespoły, które tego dnia wyjechały kolejką na górę, by zdobyć upragniony szczyt.
Wchodzę na grań, która wyprowadza mnie pod skalisty i oblodzony szczyt. Chwila wahania, kilka niepewnych ruchów na skale... i jestem na trzecim wierzchołku.


Świt na szczycie Mont Blanc (fot. Łukasz Supergan)

Mont Blanc du Tacul wita mnie równie wspaniałymi widokami jak dwie poprzednie góry. Jestem zmęczony długą wspinaczką, na szczęście dla mnie ten dzień, choć piękny, ma się ku końcowi. Niepewną ścieżką, idąc pełnym szczelin i seraków lodowcem, schodzę na przełęcz Col du Midi, a godzinę później docieram do stacji Aiguille du Midi, kończąc trawers Mont Blanc.

Mur Breithornu
Po powrocie z Mont Blanc przenoszę obóz do Zermatt. Ta słynna miejscowość szokuje w pierwszej chwili tłumem tysięcy turystów. Miasteczko jest jednak wyłączone z ruchu samochodowego (gdzie takie rozwiązanie przyjęłoby się w Polsce?!), dzięki czemu jest spokojne i ciche. Zermatt to mój punkt wypadowy w masyw Breithornu, którego północna ściana, niczym wielki mur, zamyka dolinę Matter.
Kolejka linowa wywozi mnie pod Klein Matterhorn, otoczony pajęczyną wyciągów i okupowany przez narciarzy oraz snowboardzistów. Wycofuję się na pobliskie plateau, by przeczekać tłumy ludzi opuszczających stację, skuszonych bliskością łatwego wierzchołka. Dopiero wieczorem wychodzę na szczyt Breithornu (4164 m), potem zaś na Breithorn Środkowy, nieco niższy (4159 m), ale samodzielny wierzchołek masywu.
Nazajutrz, idąc lodowcem Verra po południowej, włoskiej stronie grani, docieram do podnóży Polluxa (4092 m) i Castora (4228 m). Pierwszy, chociaż niższy, okazuje się znacznie bardziej wymagający. Droga na szczyt prowadzi śnieżno-lodowym kuluarem, prowadząc pod pionową, gładką ścianę. Mimo założonych poręczówek nie mam odwagi wspiąć się bez asekuracji, mając pod nogami kilkusetmetrową przepaść. Wycofuję się i wchodzę przez wschodnią ścianę. Pogoda jest zła, podchodzę w gęstej mgle, śnieg osypuje się spode mnie, grożąc nieprzyjemnym zjazdem. Udaje się jednak. Castor, ostatni wierzchołek tego masywu, odbiera mi resztę sił kilkusetmetrowym podejściem, tam jednak trudności technicznych nie ma.

Klęska pod Dufourspitze
Wyjście na drugi co do wysokości szczyt Alp od początku jest pechowe, a góra zdaje się bronić przede mną. Na lodowcu Grenz wielokrotnie gubię drogę, a zła pogoda odbiera resztki animuszu. Mimo to prę do góry. Po dojściu w okolice schroniska Monte Rosa rozbijam namiot, nazajutrz zaś, zbyt zmęczony by iść na odległy o 1600 m w pionie szczyt, przenoszę biwak do podnóży lodowca.


Na lodowcu Grenz, po zejściu spod Monte Rosy (fot. Łukasz Supergan)

O trzeciej w nocy wychodzę w stronę wierzchołka Dufourspitze. Droga przez lodowiec, z początku łatwa, okazuje się być pułapką. Wchodzę po ciemku w strefę szczelin, wśród których szybko gubię drogę i nie potrafię zawrócić. Przez dwie godziny krążę wśród zamaskowanych śniegiem rozpadlin, szukając przejścia, jednak bezskutecznie. Z wielkim trudem udaje mi się bezpiecznie wycofać spomiędzy zdradliwych szczelin. Drugi szczyt Alp pozostaje tym razem niezdobyty, choć było blisko. Nie mam jednak szans na bezpieczne przejście lodowcem. Spod szczytu wycofuję się do Zermatt.

Szczęśliwa trzynastka
Chcąc wykorzystać ostatnie dwa dni w Szwajcarii decyduję się na ostatnie, szybkie wejście. Wybór pada na Dom (4545 m), najwyższy szczyt wznoszący się w całości na terenie tego kraju. Z doliny Matter wspinam się przez pół dnia do schroniska Domhutte, gdzie spędzam noc (uwaga – sympatyczna obsługa udziela zniżek członkom PZA!). Wraz z kilkunastoma osobami wychodzę nocą na lodowiec Festi by, idąc drogą normalną, osiągnąć grań Festigrat, kluczowe miejsce podczas tej wspinaczki. Sprawnie pokonujemy pionowy, skalny próg, za którym czeka podejście pod północną ścianę Domu.
Droga wspina się zakosami, omijając zdradliwe seraki, wiszące po obu stronach. Zmęczenie trudną drogą i silny wiatr dają się we znaki wszystkim zespołom, które teraz oddalają się od siebie, idąc każdy we własnym tempie. Dodatkowym czynnikiem jest znaczna wysokość, ja na szczęście nie odczuwam jej już zupełnie. Po siedmiu godzinach od wyruszenia staję na ostatnim, trzynastym czterotysięczniku. Góry żegnają mnie wspaniałą pogodą i panoramą, wśród której zobaczyć mogę wszystkich dwanaście szczytów zdobytych podczas tych ostatnich czterech tygodni. 28 lipca opuszczam Zermatt i wylatuję ze Szwajcarii.


Na wierzchołku Dom (fot. Łukasz Supergan)

Zakończenie
Wracam do Polski szczęśliwy z wyniku wyprawy, choć do pełnej satysfakcji zabrakło dwóch gór, Dufourspitze i Matterhornu. Jestem syty wrażeń, a głowę mam pełną pomysłów, gdyż pierwsze alpejskie doświadczenie stało się inspiracją kilku następnych, trudniejszych już przedsięwzięć. Mam wielką nadzieje na powrót w tamte góry, jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie dane mi było zobaczyć.

ALPY 12 x 4000 – lista osiągniętych wierzchołków:

Bishorn (4153 m)
Weissmies (4023 m)
Allalinhorn (4027 m)
Nadelhorn (4327 m)
Stecknadelhorn (4241 m)
Mont Blanc (4807)
Mont Maudit (4465 m)
Mont Blanc du Tacul (4248 m)
Breithorn (4164 m)
Breithorn Środkowy (4159 m)
Pollux (4092 m)
Castor (4228 m)
Dom (4545 m)

Dziękuję wszystkim których pomoc i wsparcie umożliwiły mi organizację tej wyprawy i przyczyniły się do jej powodzenia.

Strona autora: www.lukaszsupergan.com


Wasze Komentarze

gouter
Strony autora : Konrad Sus

Strony autora : Konrad Sus
Strony autora : Konrad Sus
Od : 10-03-06
komentarz: ALPY 12(13)x4000
2009-09-09 18:40:56
Chyba jesteś jakimś nadczłowiekiem! Podziwiam, czytałem z zapartym tchem, z tekstu wynika, że wspinałeś się sam. Gratulacje!
Kozica
Strony autora : Kinga

Strony autora : Kinga
Strony autora : Kinga
Od : 22-08-06
komentarz: ALPY 12(13)x4000
2009-09-09 19:52:04
Ja też czytałam z zapartym tchem!
GRATULUJĘ!

Zaloguj się, aby dodać nową wiadomość.
  zaloguj automatycznie
 Login
 Hasło
Rejestracja
Zapomniałem hasła

Połączenie z górami :
Zarejestrowany
31-05-2009
Zobacz inne strony autora Sołtys Zobacz inne strony autora Zobacz inne strony autora

Dołączona galeria :

Alpy 12(13)x4000
1 Podejście na Bishorn, świt nad lodowcem Turtmann Podejście na Bishorn, świt nad lodowcem Turtmann Rank.: 1
Klikn.: 99
Opin.: 0
2 Grań Bishornu, ok. 3800 m Grań Bishornu, ok. 3800 m Rank.: 1
Klikn.: 89
Opin.: 0
3 Na wierzchołku Bishornu, widok na południe, w stronę Weisshornu Na wierzchołku Bishornu, widok na południe, w stronę Weisshornu Rank.: 1
Klikn.: 114
Opin.: 0
4 Weissmies, grań południowa Weissmies, grań południowa Rank.: 1
Klikn.: 84
Opin.: 0
5 Weissmies, grań południowa Weissmies, grań południowa Rank.: 1
Klikn.: 88
Opin.: 0
6 Noc na lodowcu Hohlaub, w drodze na Allalinorn Noc na lodowcu Hohlaub, w drodze na Allalinorn Rank.: 1
Klikn.: 76
Opin.: 0
7 Grań Hohlaub, podejście na Allalinhorn, w oddali widoczny skalny próg, kluczowe miejsce na drodze Grań Hohlaub, podejście na Allalinhorn, w oddali widoczny skalny próg, kluczowe miejsce na drodze Rank.: 1
Klikn.: 74
Opin.: 0
8 Allalinhorn, zespół na wierzchołku Allalinhorn, zespół na wierzchołku Rank.: 1
Klikn.: 85
Opin.: 0

więcej fotografi





Google
 
Web www.turnia.pl

Strony Autora
Karpaty Ukraińskie 2010
Alpy 12(13)x4000
więcej
Współpraca
www.goryonline.com
Forum
komentarz: Karpaty Ukraińskie 2010
Wznowienie.
Co stało w Tatrach . . .
Co widzimy na pierwszym planie ???
Pico de Aneto - Pireneje
Piz Bernina
Pico de Aneto - Pireneje
Przełęcz Felik
komentarz: Mały Jaworowy Szczyt
Podaj pomocną dłoń !!!
fotoForum
Prawie jak Bielskie...
Najgłębszy w Europie kanion :) Raftingu probowałeś na Tarze??
Idzie jesień ;)
Jakie ładne niebo ;) I jak tam pusto!
Niezły klimat...więcej takich galerii proszę!
Urocze jest drzewo na Turni nad Kolebą, a nad Niżnymi Rysami wysoko na zdjęciu d...
Nadchodzi ten bajeczny moment-przełom dnia z nocą !!!
Grupa Nordkette !!!Pozdrawiam !!!
Ogłoszenia
załoję: Ostry Szczyt
załoję: towarzysz/-ka do wspinania poszukiwany/-na :)
sprzedam: buty zamberlan EIGER RR
: Krym -2010
wyjadę: noclegi w Smokowcu
sprzedam: buty scarpa
Dodaj ogłoszenie
Wiedza praktyczna
   Wspinaczka
      trening
      szpej
      aklimatyzacja wysokogórska
   Trekking
      trening
      sprzęt
   Skitury i skialpinizm
      bezpieczeństwo
      sprzęt
      trening
      trasy
   Biegi górskie
   Asekuracja
      węzły
      w skałach
      w lodzie
      na lodowcu
   Biwak letni
      sprzęt
      przygotowanie
   Biwak zimowy
      sprzęt
      przygotowanie
   Odzież
   Obuwie
Top Wizytówki
Szkoła Wspinania "DIRETA"
Sekcja Wspinania W Pionie
Szkoła Alpinizmu W Pionie
Domek w PIENINACH-Tanio
Pensjonat
Dodaj swoją za darmo
NOCLEGI
Hotele
Pensjonaty
Kwatery i pokoje
Agroturystyka
Schroniska
Campingi
Kwatery Prywatne
KUCHNIA
Restauracje
Obiady domowe
Puby, Kawiarnie
KULTURA
Galerie
Muzea
Teatry
NARTY I DESKA
Wyciągi
Nauka jazdy
Wypożyczalnie
ORGANIZACJE
Szkoły Wspinaczkowe
Kluby Alpinistyczne
Kluby Turystyczne
Kluby Wysokogórskie
Pozostałe
Rejestracja | Klub | Galerie | Wyprawy | Antykwariat górski | Noclegi | Kuchnia | Narty i deska | Organizacje | Linki | O nas | Kontakt
Online: 3; zalogowanych: 0   © 2005-09 www.turnia.pl - Góry, wspinaczka, przygoda