Koniec Zimy w Beskidzie 2006-03-28 09:30:28Witajcie .
Korzystając z zaległego zeszłorocznego urlopu wybrałem się na parę dni w Beskidy (Ślaski i Żywiecki) Ze względu na pozimowe braki kondycyjne rozpocząłem dość delikatnie. We wtorek ramo PKS do Bielska, a póżniej kolejką na Szyndzielnię i z tamtąd dobrze ubitą nartostradą wygodnie jak po asfalcie na Klimczok. Tam przywitało mnie intensywne słoneczko, termometr na schronisku pokazywał w słońcu momentami nawet 20 stopni powyżej zera. Ciesząc się słońcem i browarkiem spędziłem tam dłuższy czas zanim wyruszyłem dalej w stronę przełęczy Karkoszczonka. W cieniu drzew szybko okazzło się że owe 20 stopni to tylko chwilowe złudzenie ale i tak z drzew kapał topniejący śnieg i było bardzo rześko i przyjemnie. Szlak do schroniska był dobrze przetarty i ubity tak więc bez większych trudności dotarłem tam na długo przed zmierzchem. Następnego dnia od rana padał śnieg, momentami bardzo gęsty. Na przełęcz Salmopolską szlak był dobrze ubity przez skutery śnieżne, a dalej na Malinową Skałkę zaczęło się już prawdziwe śnieżne pustkowie. Świat otulony wyciszającą wszystkie odgłosy mgłą ograniczał się do kilkunastu metrów samotnej kontemplacji. W pewnym momencie z śnieżnej zamieci wychynął psi zaprzęg.(pieski prześliczne ale poganiacz jakiś podrabiany bo bez futra tylko w polarze i do tego nie miał bata !!!). Po jakimś czasie śnieg przestał padać ale gęsta mgła nadal utrudniała orientację tak że kilka razy musiałem się cofać po śladach a raz to nawet się zorientowałem że chociaż istotnie idę tak jak chciałem zielonym szlakiem to niestety w przeciwną stronę. Przy okazji wypróbowałem jak też się przydają kijki przy zimowej wędrówce i muszę przyznać że rewelacyjnie, dają solidniejsze oparcie i łatwiej przy ich pomocy wygrzebywać się ze śniegu (nie da się też ukryć że dysponując dodatkowym oparciem próbowałem przejścia miejscami które normalnie bym omijał co zakończyło się parę razy solidnymi upadkami, zapadnięciem się w śnieg po okulary oraz w końcu zgięciem kijka ale co by nie mówić nic sobie nie złamałem a wszelakie szkody w sprzęcie udało się naprawić na miejscu). Wieża widokowa na Baraniej Górze wydawała się początkowo jakaś dziwnie niska póki nie zorientowałem się że jest pod nią nawiane przynajmniej ze 3 metry śniegu. Później łatwe zejście do schroniska na Przysłopie gdzie jak to i zwykle w środku tygodnia poza sezonem byłem chyba jedynym gościem. Czwartkowy poranek był pogodny ale mroźny, trasa przez Karolówkę do Koniakowa miejscami nie przetarta ale dało się przejść, w wyżej położonych Koniakowskich zabudowaniach niesamowite wrażenie sprawiały domy gdzie do drzwi wejściowych przekopane były dojścia przez ponad 2 metrowe zaspy a w skrajnych przypadkach drzwi były całkiem zasypane a wejście "zimowe" było przez werandę (szczerze mówiąc nie jestem pewien czy nie przeszłem tam któremuś gospodarzowi przez płot ale jeżeli już to niechcący bo nie było widać pod śniegiem). Parę dłuższych chwil zabawiłem tam w gospodzie "Pod Ochodzitą" (polecam krupnioka, w karcie go co prawda nie ma ale tak w ogóle to jest tylko trzeba zapytać bufetowej). Późniejsze przejście do Zwardonia w jaskrawym słońcu i po rozmiękłym śniegu było męczące i zdecydowanie zdążyłem pożałować że nie zabrałem olejku do opalania. Piątek był widokowo fantastyczny, bezchmurne niebo w kolorze głębokiego błękitu wpadającego w fiolet i ostry blask słońca odbijającego się od śniegu. Trasa na Wielką Raczę nie przetarta, a znaki pod śniegiem, jednak pasem granicznym dało się jakoś przejść. Dopiero po południu gdy rozmiękł w słońcu śnieg zaczęło być na prawdę ciężko jednak niesamowity widok ze szczytu wynagradzał wszelkie trudy. W blasku zachodzącego słońca iskrzyły się ostre kły Wysokich Tatr, jak na dłoni rysował się wał Tatr Niskich i prawie o "rzut beretem" pyszniła się w całej swojej krasie zębata ściana małofatrańskiego Rozsutca, poezja !!! (A tak w ogóle to tabliczka z opisem panoram umieszczona w punkcie widokowym na Wielkiej Raczy to jest przekręcona o jakieś 10-15 stopni w stosunku do rzeczywistości). Ponieważ już rozpoczynał się weekend było to pierwsze schronisko w którym spotkałem więcej ludzi i nawet było ciepło bo włączyli grzanie. Sobotni poranek był pochmurny i bardzo zimny, gospodarz schroniska zapytany o szlak na Rycerzową powiedział że nic nie wie bo od tygodnia nikt nim nie przechodził. Zanim zjadłem śniadanie zaczął sypać gesty śnieg. Na początku droga była niezła, mocno zmrożony śnieg dobrze trzymał, ale po wczorajszych widokach zostało tylko wspomnienie. Przez cały dzień minąłem tylko parę osób i to wystarczyło. Pobłądziłem tylko raz dokładając sobie parę godzinę drogi ale jak na warunki zimowe przy kiepskiej widoczności to i tak nieźle. Pod Przegibkiem spróbowałem iść przez moment niebieskim (dolnym) szlakiem który wydawał się z początku dobrze przetarty i ubity ale w końcu i tak klasycznie wylądowałem na granicznej grani tylko zamiast iść nią cały czas spokojnie jak białemu człowiekowi przystało to musiałem zaliczyć przedzieranie się przez krzaki "na krechę" w śniegu po pas. W bacówce na Rycerzowej podają bardzo dobre racuchy z sosem borówkowym, kiedy tam dotarłem akurat bacówkowy tłumaczył dwójce turystów że przejście na Wielką Raczę jest absolutnie niemożliwe więc swoim przykładem szybko musiałem go naprostować, aby jednak nie podważać całkowicie autorytetu gospodarza (a i we fałszywą skromność nie popadać) dodałem też szybko że jest to szlak tylko dla prawdziwych twardzieli i "the beściaków". W Niedzielę to już totalna odwilż, przez całą noc byłą temperatura dodatnia co od razu dało się odczuć na szlaku, grzęznąc w rozmiękłym śniegu pod cieknącą z drzew wodą przedzierałem się zielonym szlakiem do Ujsoł prawie 5 godzin (normalnie 2,5) tam zastanawiałem się już nad powrotem ale parę piw w Restauracji "U Krysi" dodało mi nadzieji że może jutro będzie lepiej. W tak zwanym międzyczasie zaczął padać deszcz ale wyruszyłem w stronę schroniska na Rysiance mając nadzieję że wyżej to będzie już śnieg. Niestety lało do samej góry, pierwszy raz w czasie mej wyprawy poczułem w butach chlupot wody. Nazajutrz w poniedziałek również od rana temperatura dodatnia, próba przejścia kilkudziesięciu metrów nieubitym szlakiem w stronę Pilska skończyła się bardzo szybkim odwrotem w kierunku najbliższego przystanku PKS.
I to by było na tyle tej zimy bo zdecydowanie wielkimi krokami zbliża się już WIOSNA
|